informatorbudowlany.plinformatorbudowlany.pl
Strona główna informatorbudowlany.pl Początek bloku Kontakt z informatorbudowlany.pl Regulamin informatorbudowlany.pl Cennik informatorbudowlany.pl Poczta z informatorbudowlany.pl
STRONA GŁÓWNA POCZTĄTEK BLOKU KONTAKT REGULAMIN CENNIK POCZTA
Aktualnie 1 gość
Logowanie
Login: 
Hasło: 
 Nie pamiętam hasła
Zarejestruj się:
Osoba fizyczna   Firma
Menu
Katalog firm
Katalog towarów
Kosztorysy budowlane
Tablica ogłoszeń
Tłumaczenia on-line
Kreatory
Katalog stron WWW
Procedury, Druki, Pliki
Wydarzenia
Bankowość
Biznes
Budownictwo
Ekonomia, finanse
IBB Estimator
IBB Estimator
Informatyka, internet
Komunikaty
Nieruchomości
Praca
Prawo
Prognozy
Rozmaitości
Targi
UE
Prawo
Poczta
Konsultanci
Witam, czekam na pytania odnośnie spraw technicznych portalu (chwilowo niedostępny, zostaw wiadomość, jeżeli chcesz otrzymać odpowiedź podaj adres e-mail)
Wiadomość poufna 
 
Reklama
Informacje
Fraza:  

Sprzedaje się wirtualne mieszkania
   O trzech milionach mieszkań proponuję sobie przypomnieć przed następnymi wyborami - powiedział w magazynie gospodarczym "EKG" w radiu TOK FM Marek Wielgo z "Gazety Wyborczej".

 

Anna Laszuk: Porozmawiamy o mieszkaniach, sytuacji na rynku mieszkań. Ja wiem, że sytuacja w Warszawie jest szaleństwem. To znaczy to co dzieje się, jeśli chodzi o ceny mieszkań, ceny za metr - to szaleństwo. Czy w całej Polsce tak jest, czy nagle coś się stało tylko tu?

Łukasz Madej, główny analityk serwisu TabelaOfert.pl: W chwili obecnej sytuacja w Warszawie nie wygląda nawet tak źle z punktu widzenia kupującego innych miastach. To, co widzimy we Wrocławiu, Krakowie, Trójmieście stawia kupujących w jeszcze trudniejszej sytuacji. Wzrost cen jest jeszcze bardziej agresywny, a pozycja developera coraz mocniejsza. Często sprzedawane są mieszkania nie tylko bez pozwoleń, nawet bez wstępnych warunków zabudowy na zasadzie wpłaconych zaliczek, gdzie developer przed rozpoczęciem i uzyskaniem kompletu dokumentów ma już komplet nabywców mieszkań.

Marek Wielgo, "Gazeta Wyborcza": Złośliwi mówią - wirtualne mieszkania są sprzedawane.

Anna Laszuk: To kupujący nie interesują się, co się stanie z ich pieniędzmi? Bo moim zdaniem takie ryzyko nie wchodzi w grę.

Łukasz Madej: Tego typu umowy są obarczone zapisem, że jeśli developer nie otrzyma wszystkich wymaganych dokumentów i nie będzie mógł rozpocząć budowy, to zwróci środki. Ale to pokazuje, jaka jest siła popytu w chwili obecnej.

Marek Wielgo: Ja sądzę, że paradoksalnie to ryzyko w tej chwili nie jest takie duże. Oczywiście zawsze może być tak, że trafimy na jakiegoś oszusta. Sytuacja jest lepsza niż kilka lat temu, kiedy tych mieszkań budowało się dużo, natomiast drastycznie spadł popyt na nie. To właśnie powodowało, że wiele z tych inwestycji stawało pod znakiem zapytania, mogło się wywrócić, jeżeli część osób np. rezygnowało, wycofywało pieniądze. W tej chwili popyt jest tak duży i tak jak wspomniał pan, że kupowane są wirtualne mieszkania. Jeżeli inwestycja jest dobrze przygotowana, to raczej nie ma takiej możliwości, żeby się przewróciła.

Anna Laszuk: Ale zacznijmy jeszcze od przyczyn. Co się stało, że mamy taką sytuację?

Łukasz Madej: Ograniczona podaż. Rynek budownictwa mieszkaniowego jest przesunięty o około dwa lata w stosunku do cyklu gospodarczego. Developerzy po kryzysie około 2001 roku zmniejszyli drastycznie liczbę przygotowywanych mieszkań. To owocuje skalą produkcji, jaka była za zeszły rok w większości dużych aglomeracji. Czyli mamy mało mieszkań, intensywnie wzrastający popyt. Coraz więcej kupujących.

Marek Wielgo: A na to się nałożył jeszcze trudny dostęp, czy brak terenów budowlanych. Bo to ciągle powtarzamy - brak planów zagospodarowania przestrzennego, które mówią, co gdzie można budować spowodował, że przygotowanie tych inwestycji i uzyskiwanie pozwoleń na budowę trwa o wiele dłużej, bo po drodze trzeba spełnić jeszcze szereg formalności i uzyskać decyzję o warunkach zabudowy. To wszystko trwa.

Anna Laszuk: Ja chyba od trzech lat mówię, że jest problem z zagospodarowaniem przestrzeni, więc, czy ci na górze, obojętnie z jakich opcji, oni tego nie wiedzą? Bo to już jest sporo czasu.

Marek Wielgo: Ale przygotowanie tych planów też trochę trwa. Czasem docierają do mnie informacje z ministerstwa transportu i budownictwa, które zapewnia, że wcale nie jest tak źle, że czternaście procent powierzchni krajów jest pokryte planami.

Anna Laszuk: Czternaście procent to jest sukces?

Marek Wielgo: Że miasta te plany tworzą, że są w trakcie. Problem polega na tym, że na ogół plany tworzą te gminy, gdzie specjalnie ruchu inwestycyjnego nie ma. Natomiast tam, gdzie te inwestycje potencjalne są, tam tych planów nie ma. Przykładem szczególnie drastycznym jest Kraków.

Łukasz Madej: Dokładnie, choć ja chciałbym jednak położyć jeszcze nacisk na kwestię samego czasu przygotowania inwestycji. Z naszych informacji, z obserwacji rynku wynika, że wiele developerów w tej chwili staje na głowie, żeby pozyskać jak najwięcej gruntów i przygotować jak najszybciej inwestycje, które będą mogły wejść do sprzedaży i po prostu sprzedać te mieszkania i na nich zarobić. I przypuszczam, że w okresie pół roku zobaczymy zdecydowanie większą podaż nowych mieszkań. I to jest bardziej związane z obecną sytuacją na rynku. Developerzy w naturalny sposób usiłują sprzedać i zarobić jak najwięcej. I przygotować tych inwestycji, ile mogą. Przykład Trójmiasta, gdzie mamy ten odsetek najwyższy w okolicy 60 procent obłożona planami i wiele developerów posiada olbrzymie połacie gruntów, które zabezpieczają ich plany inwestycyjne na najbliższe lata, a uruchamiają je powoli, systematycznie wprowadzając na rynek. Bo przecież developer też ma zysk w tym, żeby mieszkania drożały, a nie by powtórzyła się sytuacja sprzed kilku lat, kiedy podaż będzie większa niż popyt.

Marek Wielgo: No i dochodzi jeszcze niepewność związana z podatkiem vat. Co prawda ostatnio docierają uspokajające sygnały, że vat najprawdopodobniej nie wzrośnie, ale stu procentowej pewności nie ma. W związku z tym firmy developerskie mają dylemat. Czy rozwijać inwestycje, czy budować coraz więcej? Co się stanie, jeśli ten vat jednak wzrośnie, na przykład na te większe mieszkania? Bo rządowi może przyjść do głowy, żeby stworzyć definicję budownictwa społecznego, które obejmie mieszkania do 50 metrów kwadratowych, a tych większych nie. Jest mnóstwo znaków zapytania. W związku z tym ten developer nie wie, jak się zachować, bo nie chce powtórki z początku lat dwutysięcznych, kiedy mnóstwo mieszkań stało pustych, ponieważ spadł popyt na nie i brak popytu spowodował, że nastąpiło ograniczenie inwestycji.

Anna Laszuk: I mamy jeszcze wieści z Nadzoru Bankowego, który próbuje nam zarzucić kajdanki, czyli ograniczyć możliwość wyboru, jeśli chodzi o kredyty. To chyba ma takie psychologiczne znaczenia w tej chwili, bo nie wiadomo jak będzie do końca.

Marek Wielgo: Bankowcy znajdą jakieś rozwiązanie na pewno. Ja przypomnę, że ta dyskusja toczy się już od kilku miesięcy. Jest grupa banków, która domagała się wręcz zaniechania, czy uniemożliwienia udzielania kredytów w obcych walutach, ponieważ, jak uzasadniały takie ograniczenia, na jakie zdecydował się Nadzór Bankowy, będzie można po prostu obejść. I przypuszczam, że takie rozwiązania będą stosowane przez te banki, które się specjalizują w kredytach walutowych.

Anna Laszuk: Czyli nie ma się co bać?

Marek Wielgo: Raczej nie.
Anna Laszuk: W takim razie, jeszcze strategię omówmy. Co teraz radzić słuchaczom? Chodzi o tych, którzy jednak chcieliby kupić jakieś fajne mieszkanie w niedługim czasie. Jaką strategię mają przyjąć? Jak się zachowywać? Bo jednocześnie mnóstwo ludzi mówi: "to jest owczy pęd, to trzeba spokojnie przeczekać, bo to jest jakieś szaleństwo, to się musi kiedyś skończyć. Łukasz Madej: Tak, i te osoby, które to mówią, będą musiały zapłacić rok w rok, z każdym rokiem czekania po piętnaście procent więcej za nowe mieszkanie. Pytanie jest, czy zależy nam, żeby jak najszybciej się przeprowadzić, czy możemy sobie pozwolić na dłuższy cykl realizacji tej inwestycji. Sama kwestia, jak bardzo atrakcyjnie kupimy to mieszkanie jest dla nas istotna, czy to ma być po prostu nasze mieszkanie docelowe. Jeśli możemy poczekać, warto rozglądnąć się po dużych inwestycjach, wieloetapowych, kupić mieszkanie na pierwszym etapie. Mamy bardzo duże różnice pomiędzy pierwszym, a drugim etapem, często sięgające stu, stu pięćdziesięciu procent w zwyżce cen tego samego typu mieszkań. Więc jeśli ktoś myśli także inwestycyjnie, na pewno warto przyglądać się świeżym projektom, nowym, dużym osiedlom, które wchodzą. Developer wtedy zawsze testuje poziom ceny i pierwsze etapy sprzedaje zdecydowanie taniej. Anna Laszuk: A ci, którzy czekają na realizację obietnic rządowych? Marek Wielgo: Jak obiecuje pan premier Marcinkiewicz w połowie roku na rynku pojawi się kredyt z budżetową dopłatą. Ten kredyt jest na pewno bardzo atrakcyjny i myślę, że gdyby ten kredyt pojawił się na rynku cztery lata temu to byłby znakomitym rozwiązaniem. Natomiast w tej chwili mam wrażenie, że jest on niepotrzebny, mówiąc krótko. Bardzo dobry kredyt, ale niepotrzebny, dlatego, że oferta banków jest w tej chwili tak atrakcyjna, że właściwie jeszcze podwyższanie popytu w sytuacji braku podaży mieszkań może tylko spowodować wzrost cen. I oczywiście, że rząd tłumaczy, że nie możemy patrzeć wyłącznie przez pryzmat Warszawy i kilku aglomeracji, że są mniejsze miasta, gdzie podbudowanie popytu jest potrzebne. Ale z drugiej strony, jak się popatrzy na statystyki, to przecież mieszkania powstają głownie tam, gdzie jest praca. I właściwie też rządowi powinno zależeć na tym, by migracja ludności za pracą była właśnie do tych największych miast. Po co utrwalać sytuacje dla gospodarki szkodliwe? Budować mieszkania w małych miastach, gdzie tej pracy nie ma, mówiąc krótko, nie ma sensu. Anna Laszuk: Chyba do tego w ogóle nie dojdzie, bo to byłoby dość absurdalne i nikt tego na rozkaz premiera przecież robić nie będzie. Marek Wielgo: Rozmawiałem z developerami, między innymi z rodzinnego miasta pana premiera i pana ministra Stycznia, pełnomocnika do spraw budownictwa mieszkaniowego. I właściwie można powiedzieć, że z tym kredytem rząd się wstrzelił, bo tam popyt jest na mieszkania około 50 metrów kwadratowych, średni koszt budowy również mniej więcej zgadza się z tym, co proponuje rząd. Tylko, że developerzy narzekają głównie na to, że nie mają, gdzie budować, że dzięki temu kredytowi wcale nie powstanie więcej mieszkań. Owszem, pewnie część rodzin skorzysta z tych kredytów bardzo chętnie. Być może developerzy pozwolą sobie na podwyżkę cen, ponieważ narzekają na to, że dzisiaj działają właściwie na granicy opłacalności. To im da oddech, dzięki któremu poprawią swoją sytuację finansową. Natomiast mieszkań nie przybędzie, bo nie ma gdzie budować. No i nowe zjawisko zupełnie na polskim rynku budowlanym - brakuje fachowców. Jeszcze dwa lata temu pewnie byśmy się uśmiechali, ale dzisiaj to zaczyna być poważnym problemem. Fachowcy, którzy pracowali w budownictwie, uciekają do pracy na Zachód. Łukasz Madej: Przy dopłatach do kredytu warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Rząd oparł kwestię przyznania takiego kredytu na wskaźniku przeliczeniowym kosztu od tworzenia metra kwadratowego mieszkania, który jest bardzo zróżnicowany w różnych miastach w Polsce. W przypadku Warszawy jest to w okolicy 3 tys. 900 zł., co oznaczałoby, że około 40 procent mieszkań na rynku może być objęta dopłatą. Ale jeśli chodzi o inne aglomeracje, wygląda to przedziwnie. W przypadku Krakowa ten koszt wynosi niewiele ponad 2, 5 tysiąca, co znaczy, że mniej niż jedna czwarta, jedna piąta takich mieszkań mogłaby być objęta taką dopłatą. Czyli najsłabsze lokale, położone najdalej centrum miasta. Marek Wielgo: Ale możemy sobie wyobrazić, że developerzy byliby w stanie dopasować się do tej sytuacji. Budować mieszkania pewnie trochę tańsze. Na pewno nie wszyscy. Z resztą ten program jest adresowany do określonej grupy. Anna Laszuk: Do tego biedniejszego klienta. Marek Wielgo: Do tego biedniejszego klienta, więc to nie muszą być mieszkania w centrum. Łukasz Madej: Ale on niekoniecznie musi być adresowany do biedniejszego klienta. On jest oparty o taki wskaźnik, który w przypadku Poznania oznacza, że około 60 - 70 procent mieszkań może być zaliczonych do tej grupy i może zostać dofinansowana przez kredyt. A w przypadku Krakowa tych mieszkań może być zaledwie kilkanaście procent. To jest oparte na wskaźnikach GUS - owskich, związanych z wynagrodzeniem za odtworzenie mieszkania, czyli... Marek Wielgo: koszt budowy. Anna Laszuk: Jeszcze na koniec po jednym zdaniu powiedzcie panowie, kiedy będzie lepiej? Marek Wielgo: Developerom, czy kupującym? Anna Laszuk: Kupującym oczywiście. I od czego to będzie zależało w najbliższym czasie? Marek Wielgo: Ja wierzę w to, że będzie lepiej,że te plany w końcu powstaną, że vat na mieszkania pozostanie na obecnym poziomie 7 procent, że developerzy w związku z tym będą mogli budować coraz więcej mieszkań i poprawi się ich dostępność, że gminy będą przeznaczały pieniądze i dotacje z Unii Europejskiej na zbrojenie tych terenów i za pięć lat będziemy budowali tych mieszkań nie 100 tysięcy, ale 200, może 250 tysięcy. Łukasz Madej: Tak, ale do tego czasu będzie ciężko powstrzymać wzrost cen rzędu 10, 15 procent roku w rok. I jeśli ktoś może podjąć decyzję w chwili obecnej o zakupie mieszkania, to zdecydowanie będzie lepiej niż jeśli poczeka kolejny okres czasu, bo w najbliższej perspektywie czasowej nic nie wskazuje, że ceny przestaną rosnąć. Marek Wielgo: O trzech milionach mieszkań proponuję sobie przypomnieć przed następnymi wyborami.

Źródło: Wyborcza (gazeta.pl) - Gazeta ogólnopolska
Dodał: pp

Data dodania: 16-02-2006

© 2003-2006 informatorbudowlany.pl kontakt problemy techniczne wyszukiwarka partnerzy zgłoś błąd

Nowe zasady dotyczące cookies. Aby nasza strona lepiej spełniała Państwa oczekiwania wykorzystujemy pliki cookies. Informujemy, że można zablokować zapisywanie ciasteczek, zmieniajšc ustawienia przeglšdarki. Szczegółowe informacje.