informatorbudowlany.plinformatorbudowlany.pl
Strona główna informatorbudowlany.pl Początek bloku Kontakt z informatorbudowlany.pl Regulamin informatorbudowlany.pl Cennik informatorbudowlany.pl Poczta z informatorbudowlany.pl
STRONA GŁÓWNA POCZTĄTEK BLOKU KONTAKT REGULAMIN CENNIK POCZTA
Aktualnie 48 gości
Logowanie
Login: 
Hasło: 
 Nie pamiętam hasła
Zarejestruj się:
Osoba fizyczna   Firma
Menu
Katalog firm
Katalog towarów
Kosztorysy budowlane
Tablica ogłoszeń
Tłumaczenia on-line
Kreatory
Katalog stron WWW
Procedury, Druki, Pliki
Wydarzenia
Bankowość
Biznes
Budownictwo
Ekonomia, finanse
IBB Estimator
IBB Estimator
Informatyka, internet
Komunikaty
Nieruchomości
Praca
Prawo
Prognozy
Rozmaitości
Targi
UE
Prawo
Poczta
Konsultanci
Witam, czekam na pytania odnośnie spraw technicznych portalu (chwilowo niedostępny, zostaw wiadomość, jeżeli chcesz otrzymać odpowiedź podaj adres e-mail)
Wiadomość poufna 
 
Reklama
Informacje
Fraza:  

Zaplanuj sobie podatki
   Co zrobić, żeby oddać fiskusowi jak najmniej pieniędzy? Myśleć o podatkach. Przez cały rok. I zbierać kwity: faktury, rachunki, umowy, bankowe dowody wpłaty.


   Przez kilkanaście lat obowiązywania ustawy o podatku od dochodów osobistych (PIT) staliśmy się świadomymi podatnikami. Większość z nas. Łatwo to udowodnić. Dziś niewielu trzeba jeszcze przekonywać do korzystania z ulg. Dobrze to widać choćby na danych dotyczących wykorzystania podatkowej ulgi remontowej. Na początku lat 90., w drugim roku jej obowiązywania (danych za pierwszy rok nie ma), wydatki na remont odliczyło sobie 1,3 mln osób. W 2004 r. (świeższych danych jeszcze nie ma) liczba korzystających z ulgi remontowej znacznie przekroczyła 8 mln.
   Większość podatników dała się też przez te lata przekonać, że o podatkach warto pamiętać przez cały rok. Warto więc tak planować inwestycje, by tam, gdzie się da, obniżyć ich koszty za sprawą ulg podatkowych. Z roku na rok coraz więcej osób sumiennie już od stycznia gromadzi więc faktury, rachunki, umowy potwierdzające poniesienie wydatków na cele objęte ulgami. Fachowcy nazywają to planowaniem podatkowym. Może nie jakimś bardzo rozbudowanym i wyrafinowanym (firmy mają tu znacznie większe możliwości), ale jednak. Planowanie to rodzaj gry z fiskusem - szukanie i wykorzystywanie legalnych metod pozwalających zapłacić mniejsze podatki. O planowaniu pełną gębą można było mówić przed laty, kiedy do dyspozycji mieliśmy kilkanaście popularnych ulg. O podatkach warto było wówczas pamiętać przy remoncie mieszkania, kupnie domu lub gruntu pod jego budowę, zakupie książki, aparatu fotograficznego, komputera czy okularów, prywatnej wizycie u internisty, pediatry czy dentysty. Do tego darowizny, oszczędzanie w kasie mieszkaniowej, studia, kursy językowe, dojazdy do szkół... Ech, łza się w oku kręci.
   W 2006 r. planowanie podatkowe dotyczy w zasadzie jedynie trzech ulg: odsetkowej, za wydatki na dostęp do internetu oraz za darowizny.

   Ulga odsetkowa - bądź gotowy do budowy

   Ulgę odsetkową, na spłatę odsetek od kredytów mieszkaniowych, trudno nazwać podatkowym hitem. Do tej pory nie była zbyt popularna, mimo to w 2004 r. (danych za zeszły rok jeszcze nie ma) skorzystało z niej kilkaset tysięcy osób. Ale w 2006 r. może ich być znacznie więcej. Wszystko przez to, że z końcem tego roku PiS prawdopodobnie będzie chciał zlikwidować ulgę odsetkową. Nawet jednak jeśli się tak stanie, to osoby, które załapią się na ulgę przed jej likwidacją, będą z niej mogły korzystać przez cały okres spłaty odsetek od swojego kredytu mieszkaniowego. W ramach tzw. praw nabytych. Nawet jeśli miałoby to trwać wiele lat - 20 czy 30. To ważna informacja zwłaszcza dla osób, które dopiero planują budowę bądź zakup nowego domu czy mieszkania. I zamierzają się podeprzeć w tej inwestycji kredytem mieszkaniowym. Bacznie obserwujcie poczynania rządu i parlamentu. Jeśli ruszą prace nad likwidacją ulgi, zacznijcie konkretyzować inwestycję - wybierzcie lokalizację, projekt domu, przejrzyjcie oferty banków itp. Załatwienie kredytu może trochę potrwać - warto się więc do tego zawczasu przygotować.
   Warto też wiedzieć co nieco o samej uldze. Przede wszystkim więc trzeba wiedzieć, że ulga nie obejmuje rynku wtórnego. Dzięki niej można odliczyć od dochodu wydatki na spłatę odsetek od kredytu na zakup nowego domu lub mieszkania albo na ich budowę. W grę wchodzi jeszcze rozbudowa domu, przekształcenie lokalu niemieszkalnego w mieszkalny, nadbudowa lub rozbudowa budynku na cele mieszkalne, wreszcie wniesienie wkładu do spółdzielni mieszkaniowej.
   Ulgę odsetkową odlicza się od dochodu. Ulga obejmuje odsetki od kredytu w wysokości do 189 tys. zł. Jeśli kredyt jest wyższy, odlicza się odsetki przypadające na jego część, czyli na kwotę 189 tys. zł.
   W ramach ulgi odsetkowej odliczeniu podlegają odsetki zapłacone łącznie przez oboje małżonków. Jeżeli po zakończeniu roku małżonkowie będą się rozliczać z podatku osobno, to każde z nich odliczy sobie taką część zapłaconych odsetek, jaką wskażą we wniosku zawartym w zeznaniu rocznym. Mogą oczywiście zdecydować, że całe odsetki od dochodu odliczy sobie jedno z nich.

Niektóre kredyty "wyłączono" z ulgi. Nie można zatem odliczyć odsetek od kredytów:

- udzielanych ze środków Krajowego Funduszu Mieszkaniowego towarzystwom budownictwa społecznego oraz spółdzielniom mieszkaniowym na przedsięwzięcia inwestycyjno-budowlane mające na celu budowę mieszkań na wynajem oraz udostępnianie lokalu mieszkalnego na zasadach spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu na podstawie przepisów o niektórych formach popierania budownictwa mieszkaniowego;
- udzielanych przez kasy mieszkaniowe na zasadach określonych w przepisach o niektórych formach popierania budownictwa mieszkaniowego;
-  udzielanych na usuwanie skutków powodzi na zasadach określonych w przepisach o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na usuwanie skutków powodzi;
- objętych wykupem odsetek ze środków z budżetu państwa na zasadach określonych w przepisach o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych, refundacji bankom wypłaconych premii gwarancyjnych;
- wykorzystanych na nabycie gruntu lub prawa wieczystego użytkowania gruntu w związku z inwestycją budowlano-mieszkaniową.

   Nie dostanie ulgi podatnik, który wcześniej korzystał z ulg na zakup działki budowlanej oraz za oszczędzanie w kasie mieszkaniowej. Prawo do ulgi nie przysługuje też osobom, których mąż lub żona korzystali wcześniej z którejś z tych ulg.
   Z ulgi można skorzystać dopiero po zakończeniu inwestycji. Oznacza to, że pierwszego odliczenia podatnik dokona dopiero w pierwszym zeznaniu rocznym składanym po uzyskaniu prawa do ulgi, czyli - inaczej mówiąc - w pierwszym zeznaniu składanym po zakończeniu inwestycji. Oczywiście w zeznaniu tym odliczeniu będą podlegały także odsetki zapłacone w czasie trwania inwestycji. Zakończenie inwestycji musi być potwierdzone np. pozwoleniem na użytkowanie budynku mieszkalnego albo umową w formie aktu notarialnego o przeniesieniu na podatnika własności nowo wybudowanego budynku lub lokalu mieszkalnego.

   Ulga internetowa dla dwojga, trojga...

   W przypadku ulgi internetowej trudno mówić o jakimś szczególnym planowaniu. Ten, kto płaci za dostęp do sieci, dostaje od operatora fakturę VAT. I to wystarcza do skorzystania z ulgi. Ale ulgę - o czym pisaliśmy już kilkakrotnie - można rozmnożyć.
   Zacznijmy od tego, że ulga za wydatki na dostęp do sieci jest dla podatników rekompensatą za podwyżkę VAT na internet do 22 proc. Dzięki uldze od dochodu można odpisać do 760 zł rocznie. To limit na jednego podatnika. Z ulgi może jednak skorzystać - i to jest gwóźdź programu - jednocześnie kilku członków rodziny. Pod pewnymi warunkami. Przede wszystkim podatnik, który chce skorzystać z ulgi, musi ponieść wydatek z na użytkowanie sieci w mieszkaniu bądź domu, w którym mieszka. Ponadto musi mieć dowód poniesienia tego wydatku. Musi to być zapłacona faktura VAT z widniejącym na niej jego imieniem i nazwiskiem.
   Ministerstwo Finansów (w piśmie PB5/MC-033-29-368/05) wyciągnęło z tych zasad korzystne dla podatników wnioski. Uznało, że "w sytuacji, gdy użytkownikiem internetu są małżonkowie i obydwoje ponoszą wydatki z tego tytułu, to aby obydwoje (do wysokości 760 zł każdy) mogli skorzystać z odliczenia, na fakturze muszą widnieć zarówno dane osobowe męża, jak i żony". Na tym jednak nie koniec.
   Ministerstwo stwierdza dalej, że "powyższa zasada ma zastosowanie również do pozostałych domowników". I tłumaczy, że "gdyby z ulgi internetowej chciała np. skorzystać córka ww. małżeństwa, to również musi posiadać fakturę dokumentującą poniesiony przez nią wydatek z tytułu korzystania z internetu".
   Na podobnej zasadzie z ulgi może skorzystać także mieszkająca z nimi babcia bądź dziadek. Wtedy na fakturze za internet muszą się jednak znaleźć imiona i nazwiska trzech bądź czterech osób. Wszyscy, jeśli chcą korzystać z ulgi, muszą być przy tym podatnikami. Muszą mieć dochody, żeby mieli od czego odliczać ulgę.
   No i wydatek na internet musi być odpowiednio wysoki. Chodzi o to, że dwie osoby nie mogą odliczyć tego samego wydatku. Jeśliby więc np. małżonkowie płacili 760 zł rocznie, to oczywiście mogliby obydwoje korzystać z ulgi, z tym że musieliby się podzielić odliczeniem - np. po 380 zł. Taki podział nie ma jednak większego sensu, równie dobrze całe 760 zł mógłby odliczyć jeden z małżonków.
   Co innego, gdy opłaty za internet są wyższe. Jeśli jest to np. 1,5 tys. zł rocznie, to jeden z małżonków będzie mógł odliczyć 760 zł, a dla drugiego zostanie jeszcze 740 zł. Przy 2 tys. zł rocznej opłaty zostanie coś także dla trzeciego członka rodziny itd.
   W swoim piśmie Ministerstwo Finansów wyraźnie zastrzega (powołując się na art. 26 ust. 1 pkt 6a ustawy o PIT), że brak imiennej faktury pozbawia podatnika prawa do ulgi. I tu dochodzimy do planowania. Do niedawna większość rodzin otrzymywała faktury za dostęp do internetu wystawione na jedną osobę. Część już w zeszłym roku zadbała o to, by na fakturach dopisać dodatkowe osoby. Ci, którzy tego nie zrobili, a sporo płacą za dostęp do internetu i chcieliby korzystać z rozmnożonej ulgi, powinni to zrobić w pierwszych miesiącach tego roku. Jest z tym trochę zawracania głowy, bo część dostawców internetu uważa, że potrzebna jest w takim przypadku zmiana umowy. A niektórzy każą sobie nawet za to płacić.

   Nagrody dla filantropów

   To oczywiście podatkowa ulga za darowizny. Każdy, kto w ciągu roku przeznaczy swoje pieniądze na jakiś szlachetny cel, może liczyć na odpis podatkowy. Mamy aż trzy odmiany ulgi za darowizny: zwykłą, sport i super.

- Zwykła - to taka, która pozwala odliczyć od dochodu darowizny na rzecz organizacji działających w sferze pożytku publicznego (m.in. fundacji i stowarzyszeń) oraz na cele kultu religijnego. Dzięki niej darczyńca odlicza podarowane kwoty, z tym że odpis nie może być wyższy niż 6 proc. jego rocznego dochodu. Tu nadal obowiązuje przepis, który pozwala odliczyć od dochodu pieniężną darowiznę na tzw. szlachetny cel tylko wtedy, gdy darczyńca posiada dowód wpłaty pieniędzy na rachunek bankowy obdarowanego. Nie wystarczy więc zaświadczenie z parafii o przekazanej jej darowiźnie. Potrzebny jest dowód bankowy wpłaty pieniędzy na tę parafię. Ponadto w zeznaniu podatkowym za 2006 r. trzeba będzie podać nie tylko kwotę przekazanej darowizny, ale także informacje o obdarowanej instytucji (m.in. jej nazwę i adres).
   Oczywiście odliczeniu podlegają też darowizny rzeczowe. Ich wartość trzeba jednak przeliczyć na złotówki, przy czym pod uwagę należy wziąć wartość rynkową przekazanych towarów. Wartość tę trzeba będzie podać w zeznaniu rocznym wraz z danymi obdarowanej instytucji.
- Sport - tu ulga obejmuje darowizny na działalność klubów sportowych mających osobowość prawną i licencję sportową, skupiających co najmniej 50 zawodników, w tym 30 juniorów. Jest wyższa od zwykłej ulgi za darowizny. Pozwala odliczyć podarowane kwoty w łącznej wysokości do 10 proc. rocznego dochodu darczyńcy. A ustawa nie nakłada żadnych szczególnych zasad dokumentacji wydatków.
- Super - za darowizny na działalność charytatywno-opiekuńczą Kościołów (hospicja, noclegownie czy stołówki dla biednych i bezdomnych). Tu od dochodu odliczyć można pełną kwotę darowizny, bez żadnego limitu. W skrajnym przypadku mogłoby to być nawet 100 proc. rocznego dochodu podatnika.

   Zgodę na tak wysokie odliczenie dał wiosną zeszłego roku Naczelny Sąd Administracyjny. Dopuścił je w specjalnej uchwale. Wcześniej sprawa budziła kontrowersje. Na bezlimitowe odliczenie godziło się Ministerstwo Finansów, ale kwestionowały je niektóre urzędy i część sędziów w sądach administracyjnych. W tej sytuacji niektórzy podatnicy ryzykowali pełne odliczenie. Inni w ogóle wstrzymywali się z darowiznami.
   Wątpliwości brały się stąd, że w ustawach podatkowych (o podatku dochodowym od osób fizycznych, a także o podatku dochodowym od osób prawnych) ulga za darowizny zawsze miała górny limit. Jednak tzw. ustawy kościelne, o stosunku państwa do poszczególnych Kościołów, nie przewidują żadnych ograniczeń w odliczaniu darowizn na działalność charytatywno-opiekuńczą Kościołów.
   Ostatecznie NSA rozwiał te wątpliwości. Uznał wyższość ustaw kościelnych nad podatkowymi. Inaczej mówiąc, stwierdził, że każdy ma prawo odliczyć od dochodu całą kwotę darowizny na działalność-charytatywno opiekuńczą Kościołów. Tak jak jest to zapisane w ustawach kościelnych. Decyzja sędziów dotyczy Kościoła katolickiego, prawosławnego i sześciu mniejszych Kościołów, które mają w umowach z państwem zapisane ulgi podatkowe od działalności charytatywnej.
   Co ciekawe, w ustawach kościelnych nie ma wymogu jakiegoś specjalnego dokumentowania superdarowizn. Nie wymagają one nawet, żeby przekazywać darowizny kwotowe na konta bankowe obdarowywanych instytucji kościelnych. A dokumentem uprawniającym do skorzystania z ulgi może być zwykłe zaświadczenie o dokonaniu darowizny wystawione przez obdarowaną instytucję. Dodatkowo po dwóch latach trzeba zdobyć sprawozdanie tej instytucji z wykorzystania darowizny. Nie określono jednak wymogów, jakie to sprawozdanie ma spełniać, wiele instytucji przygotowuje więc ogólne dokumenty, w których po prostu stwierdza, ile pieniędzy na co wydały.
   Z początkiem tego roku weszły w życie przepisy, które mają to zmienić, tak żeby darowizny na działalność charytatywno-opiekuńczą Kościołów trzeba było dokumentować tak jak zwykłe darowizny. Nie wiadomo jednak, czy nowe przepisy będą skuteczne. A wszystko przez to, że wybrano dość karkołomny sposób ich wprowadzenia. Nie poprzez nowelizację ustaw kościelnych (bo to wymagałoby negocjacji i uzgodnień z poszczególnymi kościołami), lecz poprzez zmianę ordynacji podatkowej. Ordynacja ma być w tym przypadku ustawą w pewnym sensie nadrzędną wobec ustaw kościelnych.
   Tyle o ulgach, które można zaklepać.

   Rehabilitacja bez zmian

   Są jeszcze ulgi rehabilitacyjne dla niepełnosprawnych. Trudno jednak mówić o zaklepywaniu sobie tych ulg. Ograniczymy się więc jedynie do przypomnienia, że w 2006 r. limity ulg rehabilitacyjnych nie uległy zmianie w stosunku do roku poprzedniego (np. w przypadku leków odliczyć można nadwyżkę wydatków ponad kwotę 100 zł miesięcznie). Nie zmieniły się też zasady ich wykorzystywania.


   Mroźny rok 2006

   Na koniec garść informacji podatkowych, które mogą się przydać nie tylko przy rozliczeniu za 2006 r., ale także w trakcie roku.
   Nadal więc mamy trzy stawki podatkowe, a nie dwie czy nawet jedną, jak zapowiadano w kampanii wyborczej. Nie zmieniła się nie tylko liczba, ale i wysokość stawek. Nadal obowiązują więc stawki 19, 30 i 40 proc. Co gorsza nie zmieniły się też kwoty progów podatkowych oraz kwota wolna od podatku. Progi to zapisane w skali podatkowej kwoty rocznego dochodu, po przekroczeniu których rośnie stawka podatkowa - z 19 na 30 proc. albo z 30 na 40 proc. Do 2001 r. progi były co roku waloryzowane. W 2002 r. progi zamrożono - czyli, inaczej mówiąc, utrzymano te z 2001 r. I zamrożenie trwa do dziś. To zła wiadomość dla podatników, bo gdyby zamrożenia progów nie było, to w tym roku pierwszy z nich sięgnąłby blisko 43 tys. zł (będzie 37 024 zł), zaś drugi znacznie przekroczyłby 85 tys. zł (będzie 74 048 zł). To oznacza, że część podatników mieszczących się dziś ze swoimi dochodami powyżej zamrożonych kwot progów, a więc płacących od części swoich dochodów 30 i 40 proc. podatku, mogłaby, gdyby progi były waloryzowane, płacić znacznie mniej. A więc 19 proc. zamiast 30 proc., albo 30 zamiast 40 proc. podatku. Przekłada się to na kwoty rzędu kilkuset złotych dodatkowego podatku. Co gorsza, utrzymywanie zamrożenia progów sprawia, że z roku na rok coraz więcej osób wpada do wyższych przedziałów skali, czyli pod wyższe stawki podatkowe. Wystarczy, że np. pensja osoby, której roczne dochody mieszczą się w tym roku nieznacznie poniżej 37 024 zł, lekko wzrośnie w roku przyszłym, by osoba ta przeskoczyła próg i wpadła do drugiego przedziału skali ze stawką 30-proc.
   Zamrożenie od kilku lat dotyka też kwoty wolnej od podatku. Gdyby była waloryzowana co roku, dodatkowe kilkadziesiąt złotych dochodu podatnika byłoby wyłączane spod opodatkowania. A skoro nie jest, to co roku podatek powoli pnie się w górę.
   Ale mrożenie progów i kwoty wolnej nie wyczerpuje listy złych wiadomości. Zamrożone w 2006 r., i to na poziomie z 2004 r., będą też koszty uzyskania przychodu, czyli najogólniej mówiąc kwoty, które trzeba wydać po to, by cokolwiek zarobić (np. pieniądze wydane na dojazd do pracy). Koszty uzyskania to pieniądze, które nie podlegają opodatkowaniu. Ich wysokość reguluje ustawa. Część kosztów wyrażona jest procentowo (np. koszty związane z prawami autorskimi to 50 proc. przychodu), część określono kwotowo. Z kosztów kwotowych korzysta m.in. większość pracowników zatrudnionych na etatach. Dawniej w ustawie o PIT zapisany był mechanizm corocznej waloryzacji kwot kosztów. Od 2004 r. do ustawy wpisano jednak na stałe konkretne ich kwoty. To oznacza, że żeby je zmienić, trzeba odtąd nowelizować ustawę. Na 2006 r. nowelizacji w ogóle nie było. A na 2005 r. kosztów nie zwaloryzowano, choć nowelizacja była. W efekcie w 2006 r. koszty kwotowe są takie same jak w 2005 i 2004 r. I tak koszty przysługujące pracownikowi zatrudnionemu na jednym etacie wynoszą 1227 zł rocznie, gdy etatów jest więcej - 1840,77 zł. W przypadku gdy pracownik dojeżdża do pracy z innej miejscowości, kwoty te rosną odpowiednio do 1533,84 zł i 2300,94 zł.
   Jakby złych informacji było mało - mamy kolejną. Dotyczy składki na ubezpieczenie zdrowotne. W tym roku składka ta znów wzrosła - z 8,5 do 8,75 proc. podstawy obliczenia. A to oznacza, że podatnicy muszą więcej wyłożyć na ubezpieczenie zdrowotne z własnej kieszeni, bo przysługujące im odliczenie od podatku obejmie tak jak dotąd tylko 7,75 proc. wymiaru składki.
   Dobrze w tej sytuacji, że choć małżonkowie, a także osoby samotnie wychowujące dzieci, nadal mogą korzystać ze wspólnego opodatkowania swoich dochodów.


Źródło: Bankier.pl - Polski Portal Finansowy
Dodał: pp

Data dodania: 11-01-2006

© 2003-2006 informatorbudowlany.pl kontakt problemy techniczne wyszukiwarka partnerzy zgłoś błąd

Nowe zasady dotyczące cookies. Aby nasza strona lepiej spełniała Państwa oczekiwania wykorzystujemy pliki cookies. Informujemy, że można zablokować zapisywanie ciasteczek, zmieniajšc ustawienia przeglšdarki. Szczegółowe informacje.