informatorbudowlany.plinformatorbudowlany.pl
Strona główna informatorbudowlany.pl Początek bloku Kontakt z informatorbudowlany.pl Regulamin informatorbudowlany.pl Cennik informatorbudowlany.pl Poczta z informatorbudowlany.pl
STRONA GŁÓWNA POCZTĄTEK BLOKU KONTAKT REGULAMIN CENNIK POCZTA
Aktualnie 1 gość
Logowanie
Login: 
Hasło: 
 Nie pamiętam hasła
Zarejestruj się:
Osoba fizyczna   Firma
Menu
Katalog firm
Katalog towarów
Kosztorysy budowlane
Tablica ogłoszeń
Tłumaczenia on-line
Kreatory
Katalog stron WWW
Procedury, Druki, Pliki
Wydarzenia
Bankowość
Biznes
Budownictwo
Ekonomia, finanse
IBB Estimator
IBB Estimator
Informatyka, internet
Komunikaty
Nieruchomości
Praca
Prawo
Prognozy
Rozmaitości
Targi
UE
Prawo
Poczta
Konsultanci
Witam, czekam na pytania odnośnie spraw technicznych portalu (chwilowo niedostępny, zostaw wiadomość, jeżeli chcesz otrzymać odpowiedź podaj adres e-mail)
Wiadomość poufna 
 
Reklama
Informacje
Fraza:  

Wojna internetu z telewizją
   Czy telewizja ma przyszłość? Pytanie pozornie bezsensowne, choć zadaje je sobie coraz więcej futurologów. George Gilder, amerykański guru nowych technologii od kilkunastu lat głosi nieuchronny śmierć telewizji około roku 2010. Zabójcą - internet. Pewnie do tego nie dojdzie. Ale i telewizja i internet zmieniają się i uzupełniają w zastraszającym tempie.
   Internet jest najdynamiczniej rozwijającym się środkiem masowego przekazu. Pozwala on na osiągnięcie wszystkiego tego, co daje telewizja - wszak przy jego pomocy też można oglądać treści audiowizualne - a do tego na dużo, dużo więcej.
   Kiedy Gilder głosił koniec telewizji na początku lat 90., nie traktowano tego serio. Internet był wtedy jeszcze ciągle tylko ciekawostką dla komputerowych maniaków, a istniejące łącza działały tak powoli, że nie dawało się nimi przesyłać muzyki (a co dopiero filmów!). A w dodatku dłuższe podłączenie wiązało się z rodzinną awanturą o blokowanie telefonu.
   Od tego czasu jednak coraz popularniejszym rozwiązaniem staje się internet szerokopasmowy, także w Polsce.
   Według BBC przywołującej analizy firmy Nielsen/NetRatings w Europie w ciągu ostatniego roku liczba internautów z dostępem szerokopasmowym wzrosła z 34 mln do 54 mln. Do 2009 r. na naszym kontynencie taki dostęp miałby objąć ok. 40 proc. gospodarstw domowych. W dodatku dotyczy to grupy najatrakcyjniejszej dla reklamodawców.
   Tymczasem komercyjna telewizja to medium, które praktycznie całe swoje istnienie zawdzięcza właśnie reklamie. Narodziła się pod koniec lat 40., kiedy reklamodawcy przenieśli swoje milionowe budżety z radia do rodzącej się właśnie telewizji. Wiele gatunków telewizyjnej rozrywki wymyślono specjalnie z myślą o konkretnych branżach czy wręcz konkretnych firmach (jak opera mydlana, u nas zwana telenowelą, której historia nierozerwalnie jest związana z historią firmy Procter & Gamble).
   A co będzie, gdy reklamodawcy opuszczą telewizję równie masowo, jak przeszło pół wieku temu opuścili radio? Takie pytania nie są już tylko akademickim gdybaniem. W USA Coca-Cola, na którą media mogły liczyć zawsze niezależnie od koniunktury i recesji, w 2003 r. obcięła swój telewizyjny budżet o 10 proc.
   Wprawdzie w USA szerokopasmowy internet na razie obejmuje 28, 4 proc. gospodarstw domowych, ale nawet tam od 2000 r. systematycznie spada oglądalność telewizji.
   Czy czeka nas więc przyszłość bez telewizji? George Gilder wieszczy to już w 1990 r., kiedy ukazała się jego głośna książka "Life After Television" ("Życie po telewizji"). Gilder przepowiadał koniec ery mediów zajmujących się rozpowszechnianiem ("broadcasting") i nadejście mediów odwołujących się do wąsko wyspecjalizowanych nisz odbiorców ("narrowcasting" - jest tu nieprzekładalna gra słów, "broad" oznacza szeroki, a "narrow" - wąski).
   Jego zdaniem agonia telewizji zajmującej się "broadcastingiem" zaczęła się właśnie już w 1990 r. Wtedy też zaczęły się pierwsze triumfy "narrowcastingu".
   Gilder przepowiada rychłe nadejście czasów, w których znikną pojęcia takie, jak: "rozgłośnia", "oglądalność" czy "prezenter" (ang. "anchorman"). Nie będzie już programów o takiej sile przebicia jak wiadomości w tradycyjnej stacji telewizyjnej, które ogląda praktycznie cały kraj - ma być raczej miriada wyspecjalizowanych ofert audiowizualnych, z których każdy wybierze to, co mu odpowiada. Co więcej, popularność względnie tanich kamer cyfrowych sprawi, że coraz większe znaczenie będzie mieć oddolna twórczość internautów.
   Gdy dziś włączamy telewizor, uśmiechnięte oblicze prezentera TVP Tomasza Kamela pokazuje nam, że Gilder w wielu sprawach się mylił. Czy jednak do końca? Choć przemiany nie były tak szybkie jak w jego prognozach, znaczenie wąsko wyspecjalizowanych kanałów telewizyjnych wzrosło niepomiernie. Dzieci, które chcą coś obejrzeć w telewizji, nie muszą już czekać na teleranek czy wieczorynkę, zawsze bowiem znajdą coś dla siebie na Cartoon Network czy Fox Kids, dorośli z kolei mają TVN24 czy Eurosport.
   Oddolna twórczość internautów nie jest zjawiskiem masowym, ale też dziś już nie można jej lekceważyć. Wywodzą się z niej przecież tak popularne zjawiska jak seriale "South Park", "Happy Tree Friends" czy "Jackass", które z podziemia trafiły na anteny komercyjnych telewizji. Popularność różnych reality show dowodzi zaś, że jest całkiem spore zapotrzebowanie na oglądanie tzw. zwykłych ludzi.
   Jest też jeden spory kontrargument dla tezy, że tradycyjna telewizja ma się świetnie. Jest już bowiem jeden kraj, w którym nasycenie szerokopasmowym internetem osiągnęło niewyobrażalny gdzie indziej poziom 78 proc. To Korea Południowa, w której po kryzysie z połowy lat 90. ostro zainwestowano w nowe technologie.
   W Korei już dzisiaj przeciętny obywatel spędza więcej czasu w internecie niż przed telewizorem. Wcale nie spowodowało to jednak śmierci koreańskiej telewizji.
   Jest wystarczająco wiele różnic między telewizją a internetem, by ta pierwsza mimo wszystko przetrwała konkurencję. Po pierwsze, telewizja to medium skrajnie pasywne (obcuje się z nim, najczęściej leniwie klapnąwszy w fotelu), internet natomiast zawsze wiąże się z jakąś interaktywnością. Nie zawsze ma się na nią ochotę.
   Po drugie zaś, z technicznej natury obu mediów wynika interesująca różnica. Serwery internetowe mają pewną z góry zaplanowaną przepustowość, powyżej której przestają działać. Internet jest więc wysoce niepewnym medium wszędzie tam, gdzie może się pojawić nagły wzrost zainteresowania jakimś tematem (np. gdy ma miejsce finał ważnego wydarzenia sportowego). Nadajnikowi telewizyjnemu nie robi tymczasem różnicy to, czy jego program odbiera tysiąc, czy milion widzów.
   Telewizja przetrwa więc nadejście internetu, tak jak radio i kino przetrwały nadejście telewizji. Ale nie oznacza to, że się nie zmieni. Internet też będzie mieć swoje opery mydlane, czyli nowe gatunki kultury stworzone specjalnie dla reklamodawców. Już mamy ich pierwsze przykłady w postaci "reklam wirusowych".


Źródło: Wyborcza (gazeta.pl) - Gazeta ogólnopolska
Dodał: pp

Data dodania: 19-12-2004

© 2003-2006 informatorbudowlany.pl kontakt problemy techniczne wyszukiwarka partnerzy zgłoś błąd

Nowe zasady dotyczące cookies. Aby nasza strona lepiej spełniała Państwa oczekiwania wykorzystujemy pliki cookies. Informujemy, że można zablokować zapisywanie ciasteczek, zmieniajšc ustawienia przeglšdarki. Szczegółowe informacje.