informatorbudowlany.plinformatorbudowlany.pl
Strona główna informatorbudowlany.pl Początek bloku Kontakt z informatorbudowlany.pl Regulamin informatorbudowlany.pl Cennik informatorbudowlany.pl Poczta z informatorbudowlany.pl
STRONA GŁÓWNA POCZTĄTEK BLOKU KONTAKT REGULAMIN CENNIK POCZTA
Aktualnie 64 gości
Logowanie
Login: 
Hasło: 
 Nie pamiętam hasła
Zarejestruj się:
Osoba fizyczna   Firma
Menu
Katalog firm
Katalog towarów
Kosztorysy budowlane
Tablica ogłoszeń
Tłumaczenia on-line
Kreatory
Katalog stron WWW
Procedury, Druki, Pliki
Wydarzenia
Bankowość
Biznes
Budownictwo
Ekonomia, finanse
IBB Estimator
IBB Estimator
Informatyka, internet
Komunikaty
Nieruchomości
Praca
Prawo
Prognozy
Rozmaitości
Targi
UE
Prawo
Poczta
Konsultanci
Witam, czekam na pytania odnośnie spraw technicznych portalu (chwilowo niedostępny, zostaw wiadomość, jeżeli chcesz otrzymać odpowiedź podaj adres e-mail)
Wiadomość poufna 
 
Reklama
Informacje
Fraza:  

Koniec amerykańskiego snu spędza sen z powiek także polskim inwestorom
   Złośliwi zwykli w ostatnich miesiącach mówić, że jankesi są teraz gotowi produkować pieniądze, dopóki im się lasy nie skończą.
   Amerykanie obniżają stopy procentowe (co powoduje drastyczny wzrost inflacji), ich banki inwestycyjne szukają pomocy i gotówki w bogatych krajach arabskich. Wszystko po to, by w roku zdominowanym przez wybory prezydenckie, uniknąć recesji spowodowanej pęknięciem bańki kredytowej, którą sami wcześniej napompowali. A gdy największa gospodarka świata drży w posadach, skutki trzęsienia muszą dotrzeć nawet do Polski. Bo również u nas, a także w innych krajach Europy, będziemy mieli do czynienia ze spowolnieniem gospodarczym. Kłopoty Amerykanów to także nauczka i lekcja pokory dla wszystkich, którzy uwierzyli w cudowną moc funduszy inwestycyjnych i w to, że giełdowa hossa będzie trwać wiecznie. Miały one stać się dla nich maszynką do zarabiania dużych pieniędzy w krótkim czasie, a na razie przynoszą tylko straty. Co gorsza, nic nie wskazuje na to, by sytuacja w najbliższych miesiącach miała ulec znaczącej poprawie. Chociaż ostatnia fala spadków trwa na warszawskiej giełdzie już od początku roku, to przełomowy dla inwestorów był ubiegły tydzień, a zwłaszcza "czarna środa", gdy indeksy spadły do poziomów z jesieni 2006 roku. Od szczytu giełdowej hossy z połowy lipca najważniejszy indeks stołecznego parkietu stracił już 30 proc. i ma jeszcze spory potencjał do spadków. Krew polała się także z małych i średnich spółek, których straty od lipca przekroczyły już 40 proc.! Z ostatnim tak dużym tąpnięciem mieliśmy do czynienia w 2000 roku, gdy na świecie pękła "bańka internetowa", czyli poważnie zaczęły spadać notowania spółek informatycznych na giełdach. To wydarzenie zapoczątkowało coś, czego inwestorzy obawiają się najbardziej. Mowa o mogącej potrwać nawet kilka lat bessie. Ostatnim razem trwała ona trzy lata i giełdy odbiły się dopiero w 2003 roku, przynosząc nam trwającą do niedawna hossę. Tych kilka lat to dla bardzo wielu osób jedyny okres, w którym inwestowali swoje pieniądze. Wielu jeszcze nigdy nie przeżyło załamania na rynkach, dlatego obecna sytuacja może przyprawić ich o zawroty głowy. W najgorszej sytuacji są obecnie osoby, które zainwestowały swoje oszczędności w fundusze w połowie lipca ubiegłego roku. Skuszeni reklamami i chęcią łatwych zysków nieśli pieniądze do funduszy lokujących środki w popularnych MiŚach, czyli małych i średnich spółkach. Dziś to właśnie one notują największe, bo sięgające nawet 50 proc. straty. I nie ma chyba takiego mądrego, który byłby w stanie z całą pewnością stwierdzić, w którą stronę potoczą się losy inwestorów w najbliższych miesiącach. Pewne jest tylko tyle, że będzie bardzo, bardzo nerwowo.
   Warto przy tej okazji wytłumaczyć, jak doszło do największego od lat kryzysu na rynkach finansowych, który zabrał nie tylko nasze oszczędności, ale także poważnie nadszarpnął zaufanie do banków i instytucji finansowych. Najprościej mówiąc, wszystko zaczęło się od tego, gdy Amerykanie uwierzyli, że - bez względu na wielkość swoich dochodów - na kredyt można mieć wszystko, nawet dom. I tak kredyty brały nawet osoby, których nie było na to stać. To kredyty typu "subprime", przez złośliwych zwane także "niebezpiecznymi Ninja". To skrót od angielskiego "no income, no job, no assets", czyli kredyty dla osób "bez dochodów, bez pracy, bez oszczędności". Zastawem miały być nabywane nieruchomości, których ceny szybko rosły. Do tego finansiści z największych na świecie banków inwestycyjnych zaczęli przekonywać, że da się na tym jeszcze zarobić i stworzyli niezwykle skomplikowane produkty inwestycyjne oparte o rynek kredytów. Te fundusze z kolei inwestowały pieniądze na giełdach całego świata. Powstał w ten sposób finansowy "łańcuszek świętego Antoniego", który miał przynosić zyski każdemu, kto zdecydował się w nim uczestniczyć. Problem w tym, że w pewnym momencie finansiści niczym niedoświadczeni uczniowie czarnoksiężnika przestali panować nad czymś, co sami stworzyli. Do tego Amerykanie, których nie było stać na kredyty hipoteczne, przestali je spłacać i cała konstrukcja po prostu się rozpadła. Szacuje się, że dzisiaj co piąty Amerykanin nie jest w stanie spłacać zaciągniętego kredytu hipotecznego. Coraz częściej mówi się także o tym, że po hipotekach przyjdzie czas na kryzys na rynku kart kredytowych i pożyczek konsumpcyjnych. Do tego drastycznie spadła liczba nowo budowanych domów w USA, w dół poszły także ich ceny. Po raz pierwszy od dawna mamy także do czynienia ze wzrostem bezrobocia w największej i najważniejszej gospodarce świata.
   A sami bankierzy, którzy do tej pory byli zachwyceni swoimi pomysłami inwestycyjnymi, teraz liczą straty.
   Niejako skutkiem ubocznym kryzysu w najbliższym czasie będzie także wzrost inflacji, czyli po prostu skok cen. Mowa przede wszystkim o cenach żywności, a także energii i paliw. Dlaczego? Bo w obawie przed recesją Amerykanie muszą obniżać stopy procentowe, co ciągnie za sobą drastyczne osłabienie dolara, który zdaniem wielu ekonomistów czasy swojej świetności ma już za sobą i być może pod koniec tego roku będziemy za niego płacić dwa złote.
   Optymistycznym natomiast dla nas akcentem może być to, że wbrew pozorom Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej przy odrobinie szczęścia poniosą najmniejsze skutki kryzysu. Wszystko dlatego, że pomimo boomu na kredyty hipoteczne w ostatnich latach, ich udział w naszym PKB sięga zaledwie 7 proc., podczas gdy w Europie Zachodniej ten wskaźnik sięga nawet 40 proc. Do tego w Polsce banki nigdy nie udzielały kredytów hipotecznych typu "subprime", czyli tych najsłabiej zabezpieczonych, i właśnie hipoteki w przeciwieństwie do USA należą w Polsce do najrzetelniej spłacanych kredytów.

Źródło: Bankier.pl - Polski Portal Finansowy
Dodał: pp

Data dodania: 21-01-2008

© 2003-2006 informatorbudowlany.pl kontakt problemy techniczne wyszukiwarka partnerzy zgłoś błąd

Nowe zasady dotyczące cookies. Aby nasza strona lepiej spełniała Państwa oczekiwania wykorzystujemy pliki cookies. Informujemy, że można zablokować zapisywanie ciasteczek, zmieniajšc ustawienia przeglšdarki. Szczegółowe informacje.