informatorbudowlany.plinformatorbudowlany.pl
Strona główna informatorbudowlany.pl Początek bloku Kontakt z informatorbudowlany.pl Regulamin informatorbudowlany.pl Cennik informatorbudowlany.pl Poczta z informatorbudowlany.pl
STRONA GŁÓWNA POCZTĄTEK BLOKU KONTAKT REGULAMIN CENNIK POCZTA
Aktualnie 1 gość
Logowanie
Login: 
Hasło: 
 Nie pamiętam hasła
Zarejestruj się:
Osoba fizyczna   Firma
Menu
Katalog firm
Katalog towarów
Kosztorysy budowlane
Tablica ogłoszeń
Tłumaczenia on-line
Kreatory
Katalog stron WWW
Procedury, Druki, Pliki
Wydarzenia
Bankowość
Biznes
Budownictwo
Ekonomia, finanse
IBB Estimator
IBB Estimator
Informatyka, internet
Komunikaty
Nieruchomości
Praca
Prawo
Prognozy
Rozmaitości
Targi
UE
Prawo
Poczta
Konsultanci
Witam, czekam na pytania odnośnie spraw technicznych portalu (chwilowo niedostępny, zostaw wiadomość, jeżeli chcesz otrzymać odpowiedź podaj adres e-mail)
Wiadomość poufna 
 
Reklama
Informacje
Fraza:  

Opłaca się być dyrektorem generalnym

   Wraz ze wzrostem pensji dyrektorów w większości amerykańskich firm, coraz wyraźniejsza stała się przepaść między zarobkami najwyższej i średniej kadry. Dyrektorzy generalni, niczym gwiazdy pop, zarabiają coraz więcej, a ich pensje napędza konkurencja.






   Jak większość firm, Office Depot od dawna dbał o to, by dyrektor generalny był najlepiej opłacanym pracownikiem. 10 lat temu pakiet świadczeń dyrektora w wysokości 2,2 mln dolarów wynosił ponad dwukrotność wynagrodzenia numeru 2. w firmie. Piąty z kolei pracownik zarabiał mniej niż jedną trzecią tej sumy.
   Jednak motywacja do osiągania najwyższego stanowiska w firmie jest dziś znacznie silniejsza. Steve Odland, kierujący obecnie Office Depot, zarobił w zeszłym roku prawie 12 mln dolarów, ponad czterokrotnie więcej niż wynosiło wynagrodzenie drugiego z kolei i ponad sześciokrotnie więcej niż płaca piątego z kolei pracownika w obecnej hierarchii.
   Wraz ze wzrostem pensji dyrektorów w większości amerykańskich firm, coraz wyraźniejsza stała się przepaść między zarobkami najwyższej kadry a średnią pensją pracowników pracujących w boksach lub na hali. Jednak niewiele mówi się o powiększaniu się różnicy między szczytem a kilkoma szczeblami poniżej.
   - Pensje dyrektorów nawzajem się napędzają - mówi Mark Van Clieaf, dyrektor zarządzający MVC Associates International, firmy konsultingowej tworzącej plany wynagrodzeń. - Ale nikt nie przyjrzał się kwestii równowagi płac wewnątrz firmy, więc różnice wciąż rosną.
   Oczywiście niewielu spośród dyrektorów może narzekać. Ale rosnące różnice w przedsiębiorstwach, ujawniające się na wiele innych sposobów, odzwierciedlają dynamikę ogarniającą całą gospodarkę: rosnąca koncentracja bogactwa i zarobków grupy wybrańców u szczytu sukcesu, podczas gdy wielu innych, podobnie utalentowanych i doświadczonych, pozostaje w tyle.
   W latach 60. i 70. XX wieku najwyższe kadry kierujące największymi firmami w kraju zarabiały średnio o 80 proc. więcej niż pracownicy znajdujący się na trzeciej pozycji, zgodnie z najnowszymi badaniami przeprowadzonymi przez Carolę Frydman z Massachusetts Institute of Technology i Ravena E. Saksa z Rezerwy Federalnej. Na początku obecnego dziesięciolecia różnica między uposażeniem nr 1 i 3 rozrosła się do 260 proc.
   Wielu specjalistów uważa, że dyrektorzy mają szczególną zdolność do podbijania własnych pensji, częściowo poprzez manipulowanie dyrektorami, z którymi blisko współpracują, oraz zachęcanie do korzystania z usług firm konsultingowych, które mają wrodzoną tendencję do zwiększenia płac tych, którzy ich zatrudniają.
   - Wydaje się, że pensje dyrektora generalnego nie są określane podażą i popytem - mówi Robert J. Gordon, profesor ekonomii na Northwestern University.
   Jest w tym trochę prawdy, ale ekonomiści, którzy ostatnio zajmowali się tą sprawą, twierdzą, że podstawowe siły napędowe gospodarki nadal odgrywają zasadniczą rolę w określaniu płac na najwyższych szczeblach drabiny firmowej. Przypadkowo po prostu działają na rzecz coraz węższego wycinka kierujących firmami.
   Płace dyrektorów podlegają dynamice supergwiazd, podobnie jak tej dyktującej niewyobrażalne zarobki gwiazd muzyki pop i sportowców - zjawisku opisanemu po raz pierwszy przez Sherwina Rosena z Uniwersytetu w Chicago w 1981 roku i podkreślanemu ponad 10 lat temu przez ekonomistów Roberta H. Franka i Philipa J. Cooka w książce "Społeczeństwo zwycięzców, którzy biorą wszystko" (wyd. Free Press, 1995).
   Wraz ze wzrostem amerykańskich firm, amerykańskich funduszy hedgingowych, a nawet amerykańskich pozwów sądowych, jeszcze ważniejsze stało się pozyskanie "najlepszego" dyrektora, menedżera funduszy czy obrońcy. Prowadzi to do ostrej konkurencji w walce o talenty na szczycie, co sprawia, że wynagrodzenia wciąż pną się w górę po drabinie sukcesu, i jeszcze silniej koncentruje najwyższe płace.
   - Dochodzi do interakcji między technologią i skalą, która obowiązuje we wszystkich tych przedsiębiorstwach - mówi Steven N. Kaplan, profesor finansów w Graduate School of Business Uniwersytetu w Chicago. - Jedna osoba może nadzorować więcej aktywów, a to przekłada się na pieniądze.
   Przepaść w pensjach dyrektorów poszerza się nawet w firmach, które niegdyś stosowały bardziej zrównoważone praktyki. Na przykład w Wal-Marcie 10 lat temu dyrektor generalny zarabiał o około 40 proc. więcej niż drugi pracownik w hierarchii. W zeszłym roku H. Lee Scott, dyrektor generalny, zarabiał dwukrotnie więcej niż dyrektor administracyjny, John B. Menzer.
   - Wal-Mart był przez wiele lat pod wpływem założyciela firmy, a miał on inny system wartości niż obecni menedżerowie - tłumaczy Graef S. Crystal, specjalista od płac kadr wysokiego szczebla. - Miał znacznie bardziej egalitarne podejście. Dziś mamy do czynienia z profesjonalnymi menedżerami.
   Zmieniające się płace dyrektorów firm nie odbiegają w niczym od znacznej koncentracji bogactwa wśród gwiazd przemysłu rozrywkowego i w telewizji, od globalizacji publiczności kinowej i popularności technologii cyfrowej, które umożliwiły tym na samym szczycie osiąganie ogromnych dochodów na koszt tych, którzy mogą być nieco mniej popularni.
   Alan B. Krueger, ekonomista z Princeton, obliczył, że udział najpopularniejszego procentu gwiazd pop w dochodach z biletów koncertowych - obliczany na podstawie sprzedaży z koncertu - wzrósł do 56 proc. w 2003 roku z 26 proc. w 1982 roku.
   Podobnie Gary Carter, najlepiej opłacany gracz w baseball 20 lat temu, zarabiał 2,4 mln dolarów w New York Mets, o 41 proc. więcej niż notowany na 25. pozycji Tim Raines z Montreal Expos. W tym sezonie 28 mln dolarów brutto, które Yankees wypłacą Rogerowi Clemensowi, stanowi ponad dwukrotność pensji Davida Ortiza z Boston Red Sox, znajdującego się 24 miejsca niżej.
   Ten coraz bardziej skrzywiony model na szczycie lub u szczytu drabiny zarobków stał się w pewnym sensie krajowym standardem. Od 1985 do 2005 roku dochody podatników należących do 10 proc. najlepiej zarabiających wzrosły o około 54 proc. po uwzględnieniu inflacji, do średniej kwoty 207 200 dolarów, jak pokazują badania Thomasa Piketty'ego z Paryskiej Szkoły Ekonomii i Emmanuela Saeza z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley.


Źródło: Twoja-firma.pl - vortal dla MSP
Dodał: pp

Data dodania: 01-06-2007

© 2003-2006 informatorbudowlany.pl kontakt problemy techniczne wyszukiwarka partnerzy zgłoś błąd

Nowe zasady dotyczące cookies. Aby nasza strona lepiej spełniała Państwa oczekiwania wykorzystujemy pliki cookies. Informujemy, że można zablokować zapisywanie ciasteczek, zmieniajšc ustawienia przeglšdarki. Szczegółowe informacje.