informatorbudowlany.plinformatorbudowlany.pl
Strona główna informatorbudowlany.pl Początek bloku Kontakt z informatorbudowlany.pl Regulamin informatorbudowlany.pl Cennik informatorbudowlany.pl Poczta z informatorbudowlany.pl
STRONA GŁÓWNA POCZTĄTEK BLOKU KONTAKT REGULAMIN CENNIK POCZTA
Aktualnie 1 gość
Logowanie
Login: 
Hasło: 
 Nie pamiętam hasła
Zarejestruj się:
Osoba fizyczna   Firma
Menu
Katalog firm
Katalog towarów
Kosztorysy budowlane
Tablica ogłoszeń
Tłumaczenia on-line
Kreatory
Katalog stron WWW
Procedury, Druki, Pliki
Wydarzenia
Bankowość
Biznes
Budownictwo
Ekonomia, finanse
IBB Estimator
IBB Estimator
Informatyka, internet
Komunikaty
Nieruchomości
Praca
Prawo
Prognozy
Rozmaitości
Targi
UE
Prawo
Poczta
Konsultanci
Witam, czekam na pytania odnośnie spraw technicznych portalu (chwilowo niedostępny, zostaw wiadomość, jeżeli chcesz otrzymać odpowiedź podaj adres e-mail)
Wiadomość poufna 
 
Reklama
Informacje
Fraza:  

Łowcy głów polują na siebie

   Dobry fachowiec jest jak apartament na starym Żoliborzu w Warszawie - bezcenny. Headhunterzy podkupują sobie kandydatów, a ci windują żądania finansowe. Łowców głów zaczynają boleć głowy.






   Jacek Wójcicki, 25-letni początkujący programista, rozesłał w kwietniu ub. roku do kilkunastu firm rekrutacyjnych swoje CV. Zaznaczył, że minimalna stawka, za którą jest w stanie podjąć pracę, to 3,5 tys. zł brutto. Ukończone studia informatyczne, plus kilka projektów na zlecenie nie pozwalały mu żądać więcej. Choć pracę znalazł bardzo szybko, chodził na kolejne rozmowy kwalifikacyjne. Testował rynek. Na każdym spotkaniu żądał o 1 tys. zł więcej. Aby pracodawca traktował go poważnie, za każdym razem prosił o pomoc kilku swoich kolegów programistów. Ci także zgłaszali się do firmy, do której szedł Wójcicki, i dyktowali zawyżone oczekiwania. - Na koniec rozmowy mówili dyrektorom firm, że za takie pieniądze nigdy nikogo nie znajdą. Wtedy przychodziłem ja i proponowałem swoją stawkę - śmieje się Wójcicki, który w ten sam sposób "pomaga" kolegom. W ten sposób Wójcicki już pod koniec roku zmienił kolejnego pracodawcę - zarabiał już 7 tys. zł plus 20 proc. premii. - To dyrektorzy firm sami zaczęli mi pokazywać, że jestem więcej wart. Dlatego moje oczekiwania tak szybko się zmieniały - mówi Wójcicki. Ale to nie koniec. W kwietniu poszedł na kolejne spotkania Trzech pracodawców rezygnowało, gdy na wstępie usłyszeli: 12 tys. zł to minimum. Czwarty go jednak zatrudnił.
   - Wywindowane zarobki to skutek tajemniczej plotki, jaka pojawiła się na rynku pracowników rok temu. Rozeszła się wówczas informacja, że pracodawcy mają nóż na gardle. Dziś większość CV zaczyna się od zaznaczenia kwoty minimalnej - 7-10 tys. zł - mówi Agnieszka Ławrynowicz, dyrektor działu rekrutacji Most Wanted. Wzrost wynagrodzeń dotyczy już większości zawodów. Najgorsze, że kandydaci nawet podczas rozmowy windują oczekiwania. To psuje rynek - dodaje.
   Jej słowa potwierdza Jacek, jeden z najlepszych headhunterów na polskim rynku. - Informuje zniecierpliwionego pracodawcę, że znalazłem mu świetnego inżyniera, który zgodził się pracować za 7 tys. miesięcznie. Podczas rozmowy inżynier podbija stawkę do 10 tys. zł. Pracodawca patrzy na mnie, a ja świecę oczami. Przecież oni mają ustalony budżet na konkretne stanowisko i nie mogą go zmieniać w ciągu roku. Przez to znacznie wydłuża się proces rekrutacji. W ten sposób straciłem już trzy stałe firmy - denerwuje się.
   - Wcześniej takie sytuacje nigdy się nie zdarzały. Jeszcze dwa lata temu pracownik cieszył się z każdej oferty, jaką tylko mu zgłosiliśmy. Dziś rynek pracodawcy zmienia się w rynek pracowników. Wielu z nich jest przekonanych, że są najważniejsi na rynku - zauważa Konrad Pawłowski z JKM Consulting, firmy mającej 14-letnie doświadczenie w rekrutacji.
   - Czas rekrutacji tak się zmienił, że teraz fachowca zatrudnia się w w dwa tygodnie. Wcześniej trwało to nawet sześć tygodni. Dobrego sprzedawcę czy specjalistę w branży budowlanej bierze się niemal od ręki. Kto tego nie umie, przegrywa walkę o pracownika - zauważa Grzegorz Krowicki, prezes HR Internal Consultants.
   Specjalistów jest mało, dlatego headhunterzy zaczęli łowy wśród tych, którzy wcale pracy nie zamierzają zmieniać. - Przyszedł do nas dyrektor dużej firmy budowlano-remontowej krajowe drogi. Złożył ofertę zatrudnienia kilkunastu specjalistów i sześćdziesięciu budowlańców z doświadczeniem przy budowie dróg. Dokładnie wskazał sześć firm, z których chciał, aby znaleźć mu pracowników. Dał nam sto dni na załatwienie sprawy. Sam tego nie mógł zrobić, gdyż na rynku pomiędzy firmami panuje niepisana zasada o niewykradaniu sobie pracowników. No to wykradliśmy dla niego tych ludzi od konkurencji - opowiada headhunter Jacek.
   Tydzień później Jacek dostał kolejne zlecenie: kilkunastu budowlańców i kierowców do pracy od zaraz. Ponieważ w Polsce nie znalazł chętnych, sprowadził ich z Austrii, a kierowców do wywożenia gruzu ze Słowacji
   Co najmniej kilka firm headhunterskich specjalizuje się w wykradaniu pracowników, tzw. niezastąpionych superfachowców. Nie robią tego jednak wbrew sobie tylko wymieniają się bazami kandydatów. - Po kilku miesiącach od rekrutacji mój kolega znów zachęca fachowca, któremu znalazłem pracę, przedstawiając mu nową ofertę. Ja robię dokładnie to samo z pracownikiem, któremu on znalazł ciekawą pracę. Fachowcy zamienią się miejscami, każdy z nich więcej zarobi, a my zrealizujemy zamówienia już i tak poddenerwowanych dyrektorów firm - mówi Jacek.
   Poza wykradaniem specjalistów headhunterzy zaczynają szukać potencjalnych kandydatów już na studiach. Najlepszych studentów trzeciego-czwartego roku namawiają, by zabukowali z nimi umowy, oferując bardzo duże stypendia. Na piątym roku wprowadza się studenta w zagadnienia firmy. Po kilku miesiącach ma się już wyhodowanego kandydata
   Czy koniunktura na pracowników się zmieni? Wiele wskazuje na to, że taka sytuacja trwać będzie przez kolejnych kilka lat.
   Zwycięstwo Polski w organizacji Euro 2012 sprawiło, że wiele firm już teraz ostrzy sobie zęby na lukratywne kontrakty, zwłaszcza w budownictwie, telekomunikacji, turystyce, handlu i usługach. W Łodzi w ciągu najbliższych dwóch lat pracę otrzyma kilkanaście tysięcy mieszkańców. Tylko w aglomeracji wrocławskiej w ciągu trzech lat firmy zatrudnią ponad 100 tys. osób, których już dziś brakuje na rynku. Już teraz firmy headhunterskie zastanawiają się, jak ich zdobyć. Kilka z nich otworzyło swoje biura w Londynie i Dublinie, by przekonywać Polaków na Wyspach, że w kraju również czeka atrakcyjna praca. Czy jednak polscy pracownicy zechcą wrócić? Wszystko zależy od zarobków, jakie tu będą mogli wynegocjować.


Źródło: Wyborcza (gazeta.pl) - Gazeta ogólnopolska
Dodał: pp

Data dodania: 30-05-2007

© 2003-2006 informatorbudowlany.pl kontakt problemy techniczne wyszukiwarka partnerzy zgłoś błąd

Nowe zasady dotyczące cookies. Aby nasza strona lepiej spełniała Państwa oczekiwania wykorzystujemy pliki cookies. Informujemy, że można zablokować zapisywanie ciasteczek, zmieniajšc ustawienia przeglšdarki. Szczegółowe informacje.