informatorbudowlany.plinformatorbudowlany.pl
Strona główna informatorbudowlany.pl Początek bloku Kontakt z informatorbudowlany.pl Regulamin informatorbudowlany.pl Cennik informatorbudowlany.pl Poczta z informatorbudowlany.pl
STRONA GŁÓWNA POCZTĄTEK BLOKU KONTAKT REGULAMIN CENNIK POCZTA
Aktualnie 56 gości
Logowanie
Login: 
Hasło: 
 Nie pamiętam hasła
Zarejestruj się:
Osoba fizyczna   Firma
Menu
Katalog firm
Katalog towarów
Kosztorysy budowlane
Tablica ogłoszeń
Tłumaczenia on-line
Kreatory
Katalog stron WWW
Procedury, Druki, Pliki
Wydarzenia
Bankowość
Biznes
Budownictwo
Ekonomia, finanse
IBB Estimator
IBB Estimator
Informatyka, internet
Komunikaty
Nieruchomości
Praca
Prawo
Prognozy
Rozmaitości
Targi
UE
Prawo
Poczta
Konsultanci
Witam, czekam na pytania odnośnie spraw technicznych portalu (chwilowo niedostępny, zostaw wiadomość, jeżeli chcesz otrzymać odpowiedź podaj adres e-mail)
Wiadomość poufna 
 
Reklama
Informacje
Fraza:  

Fundusze: wysokie zyski, wysokie prowizje

   Dwa miliardy złotych zapłaciliśmy w ubiegłym roku funduszom inwestycyjnym w ramach opłat za zarządzanie. Fundusze się bogacą, ale ani myślą obniżać prowizje.








   Fundusze inwestycyjne przeżywają największy boom w swej historii. Trzymamy w nich już ok. 110 mld zł, zaś każdego miesiąca Polacy, wiedzeni chęcią zysków wielokrotnie wyższych niż na lokatach bankowych, wpłacają kolejne kilka miliardów. 
   Dzięki tej górze pieniędzy Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (TFI), które przez wiele lat ledwo wiązały koniec z końcem, stały się kurami znoszącymi złote jaja. Z danych GUS wynika, że tylko w pierwszym półroczu ubiegłego roku zarobiły na czysto 241 mln zł. Oficjalnych danych za cały 2006 r. nie ma, ale z naszych szacunków wynika, że w tym okresie zysk powierników mógł sięgnąć nawet 600-700 mln zł.
   Sam tylko największy gracz na rynku - TFI Pioneer Pekao - pochwalił się kilka tygodni temu zarobkiem rzędu 180 mln zł. Z nieoficjalnych informacji "Gazety" wynika, że zysk drugiej największej grupy funduszy - TFI BZ WBK - jest niewiele niższy i sięga 170 mln zł.
   Te zyski pochodzą w głównej mierze z pobieranych od klientów opłat za zarządzanie pieniędzmi. Z obliczeń "Gazety" wynika, że w tej formie w ubiegłym roku oddaliśmy funduszom ok. 2 mld zł! Z tych pieniędzy fundusze pokrywały też oczywiście koszty swego działania (m.in. pensje fachowców od zarządzania).
   Skąd wzięły się te 2 mld zł? Każdy fundusz z kwoty zarobionej dla swoich klientów zatrzymuje do 4 proc. prowizji (najwięcej fundusze akcyjne, najmniej - pieniężne). Publikowane przez fundusze wyceny jednostek uczestnictwa już uwzględniają tę opłatę.
   To znaczy, że jeśli jakiś fundusz zarobił dla nas np. 25 proc., to tak naprawdę ów zysk był większy - wyniósł ok. 28-29 proc. Ale fundusz po drodze zabrał sobie kilka procent jako swoje wynagrodzenie. Prowizję za zarządzanie fundusze pobierają nawet wtedy, gdy ich inwestycje nie przynoszą zysków.
   Co prawda klienci płacą też inną prowizję, przy zakupie udziałów (wynosi nawet do 5,5 proc.), ale ta nie idzie do kieszeni TFI, lecz do pośrednika (banku, biura maklerskiego).
   Opłaty za zarządzanie należą w Polsce do najwyższych w Europie. Zachodnie fundusze są średnio dwukrotnie tańsze. Tam nawet najbardziej ryzykowne fundusze biorą najwyżej 2-2,5 proc. rocznie. A te mniej ryzykowne zadowalają się ułamkami procentu.
   Polskie TFI, przeżywając tłusty okres - polski rynek funduszy od dwóch lat rośnie najszybciej w Europie! - mogłyby sobie pozwolić na obniżenie opłat. Tyle że na razie żadne TFI się na taki krok nie zdecydowało.
   Przeciwnie. Z danych firmy badawczej Analizy Online wynika, że w ostatnim roku dwa TFI - DWS oraz BPH - podwyższyły opłaty za zarządzanie! Pozostałe TFI utrzymały je na takim samym poziomie. A np. TFI Pioneer Pekao, wprowadzając nowe fundusze, na starcie obniżało opłatę za zarządzanie, by w miarę napływu pieniędzy klientów systematycznie ją podnosić.
   Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami (skupia wszystkie TFI), podkreśla, że opłaty pobierane przez fundusze to cena, którą trzeba zapłacić za dużo wyższy zysk niż na lokacie. - Skoro ludzie mimo wszystko inwestują w fundusze, to znaczy, że obowiązujące prowizje są dla nich akceptowalne - wnioskuje Dyl.
   Łukasz Wróbel, analityk Open Finance, zwraca uwagę, że póki panuje hossa giełdowa, fundusze pozwalają sobie na żyłowanie opłat, bo i tak giną one w morzu zysków. - Jeśli w funduszu zarabia się kilkanaście lub kilkadziesiąt procent rocznie, to nawet po odjęciu kilku procent za zarządzanie wyniki są wciąż satysfakcjonujące - mówi Wróbel.
   Według analityka Open Finance presję na utrzymywanie wysokich prowizji wywierają też banki-właściciele większości krajowych TFI. - Obniżanie opłat wywołałoby wojnę cenową między funduszami, a to nie leży w interesie banków.
   Powiernicy z kolei podkreślają zgodnym chórem, że wciąż są na dorobku. Ich roczny zysk - kilkaset milionów złotych - to wciąż niewielki procent z 10,5 mld zł, które w ubiegłym roku zarobiły banki.
   Analitycy uważają, że rewizję polityki powierników mogą przynieść dopiero chude czasy na giełdzie. Z jednej strony mniej będzie wówczas nowych klientów i fundusze będą musiały bardziej zabiegać o ich względy. A z drugiej - inwestorzy lokujący w fundusze zaczną zwracać uwagę na każdy procent "urwany" im w formie opłat z zysków.
   Michał Glasenapp z firmy Xelion uważa, że swoje piętno na wzrost konkurencji wywołają wchodzące na polski rynek zagraniczne TFI. Takie jak Templeton czy Merrill Lynch. Na razie nie podbiły serc polskich inwestorów (banki zazdrośnie zamknęły im przed nosem swoje sieci okienek), ale z czasem będą coraz groźniejszymi konkurentami dla krajowych powierników. 
   Opłaty pobierane przez zagraniczne fundusze są zazwyczaj dużo niższe od tych narzucanych przez krajowe TFI - zwraca uwagę Glasenapp. Naliczana co roku opłata za zarządzanie zagranicznymi funduszami zwykle nie przekracza ok. 2,5 proc.


   Ale i na ten argument krajowi powiernicy mają odpowiedź. Na Zachodzie w fundusze ludzie wkładają dużo wyższe kwoty (działa więc efekt skali), zaś pieniądze leżą w nich nie kilka miesięcy lub lat - jak u nas - ale całe dziesięciolecia. I dzięki temu fundusze mogą sobie pozwolić na niską opłatę za zarządzanie.
   Specjalistom od zarządzania funduszami oczywiście należy się godziwe wynagrodzenie. Zwłaszcza że dzięki ich pracy ponad 2 mln Polaków może inwestować swoje oszczędności znacznie lepiej, niż trzymając je na nisko oprocentowanych bankowych lokatach.
   Ale buntuję się, kiedy powiernicy uzasadniają pobieranie dwa razy wyższego wynagrodzenia, niż na Zachodzie, tym, że w polskich funduszach można też znacznie więcej zarobić niż w zagranicznych. Przecież trwająca już cztery lata hossa giełdowa nie jest zasługą funduszy.
   Rosnąca konkurencja, a być może i gorsza koniunktura na rynku z pewnością wymuszą spadek opłat za zarządzanie. Oby wtedy nie było już za późno na ratowanie wizerunku funduszy. Dziś jest on niemal bez skazy, o niebo lepszy od wizerunku banków, które kojarzą się klientom głównie z ciągłym podnoszeniem prowizji.


Źródło: Wyborcza (gazeta.pl) - Gazeta ogólnopolska
Dodał: pp

Data dodania: 08-03-2007

© 2003-2006 informatorbudowlany.pl kontakt problemy techniczne wyszukiwarka partnerzy zgłoś błąd

Nowe zasady dotyczące cookies. Aby nasza strona lepiej spełniała Państwa oczekiwania wykorzystujemy pliki cookies. Informujemy, że można zablokować zapisywanie ciasteczek, zmieniajšc ustawienia przeglšdarki. Szczegółowe informacje.