informatorbudowlany.plinformatorbudowlany.pl
Strona główna informatorbudowlany.pl Początek bloku Kontakt z informatorbudowlany.pl Regulamin informatorbudowlany.pl Cennik informatorbudowlany.pl Poczta z informatorbudowlany.pl
STRONA GŁÓWNA POCZTĄTEK BLOKU KONTAKT REGULAMIN CENNIK POCZTA
Aktualnie 1 gość
Logowanie
Login: 
Hasło: 
 Nie pamiętam hasła
Zarejestruj się:
Osoba fizyczna   Firma
Menu
Katalog firm
Katalog towarów
Kosztorysy budowlane
Tablica ogłoszeń
Tłumaczenia on-line
Kreatory
Katalog stron WWW
Procedury, Druki, Pliki
Wydarzenia
Bankowość
Biznes
Budownictwo
Ekonomia, finanse
IBB Estimator
IBB Estimator
Informatyka, internet
Komunikaty
Nieruchomości
Praca
Prawo
Prognozy
Rozmaitości
Targi
UE
Prawo
Poczta
Konsultanci
Witam, czekam na pytania odnośnie spraw technicznych portalu (chwilowo niedostępny, zostaw wiadomość, jeżeli chcesz otrzymać odpowiedź podaj adres e-mail)
Wiadomość poufna 
 
Reklama
Informacje
Fraza:  

Budownictwo mieszkaniowe czyli lokomotywa z cegieł

   Od początku polskiej transformacji zarówno eksperci, jak i politycy twierdzą, że budownictwo mieszkaniowe powinno być lokomotywą gospodarki. Kłopot jednak w tym, że tej lokomotywy dotąd nie uruchomiono.






   Problem nie jest nowy i nie dotyczy tylko Polski. O ile jednak większość krajów Unii Europejskiej jakoś sobie z nim radzi, o tyle polskie mieszkalnictwo ciągle nie może wyjść z dołka. Na początku transformacji popełniono błąd, uznając, że mieszkanie jest towarem, jak każdy inny. Nie wzięto wówczas pod uwagę faktu, że zdecydowana większość ludzi na kupno mieszkania nie może sobie pozwolić, jeżeli nie otrzyma pomocy. Następni kierownicy polskiej gospodarki, także z opcji lewicowej, powtarzali jednak za Leszkiem Balcerowiczem, jak za panią matką, jego neoliberalną koncepcję. Efekt jest taki, że Polska pod względem zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych jest w Unii Europejskiej na ostatnim miejscu.
   Premier Marek Belka z wicepremierem Jerzym Hausnerem zabierali budownictwu mieszkaniowemu w ostatnich latach ok. 7 mld zł rocznie na likwidując ulgi budowlane i remontowe. Zmniejszyli też o ok. 2 mld zł rocznie dotacje ze środków budżetowych na sferę mieszkaniową. Wraz z kampanią wyborczą do parlamentu w roku 2005 pojawiła się jednak nadzieja, że mieszkania przestaną być traktowane jako zwykły towar i że wzorem wszystkich krajów starej Unii Polska wesprze tę branżę ze środków budżetowych, by rozwiązać nabrzmiałe problemy społeczne, a przy okazji pobudzić gospodarkę i stworzyć setki tysięcy miejsc pracy. W rachunku ciągnionym wydatki państwa na budownictwo zwracają się z nawiązką.
   Roman Nowicki, przewodniczący Kongresu Budownictwa Polskiego (KBP), który zrzesza 24 organizacje branżowe, mówił już jesienią 2005 roku: - Trzeba natychmiast zabrać się do zmiany przepisów prawa, by sprzyjały inwestycjom. Dotychczasowe łatanie ustaw było wyrywkowe i uzależnione od tego, które lobby wzięło w Sejmie górę. Nowelizacji wymagają: "Prawo budowlane", ustawy "O zagospodarowaniu przestrzennym", "O ochronie środowiska" i "O zamówieniach publicznych". Środki przeznaczane na rozwój budownictwa mieszkaniowego w ogóle nie mają charakteru socjalnego, bowiem wpływy z ożywienia popytu znacznie przewyższają nakłady.
   Pierwszym zimnym prysznicem na głowy budowlańców był kształt budżetu na rok 2006. Zabrakło w nim środków nawet na kontynuację już rozpoczętych programów (budownictwo socjalne, termorenowacja, towarzystwa budownictwa społecznego). - To prosta kontynuacja rabunkowej polityki premiera Belki - powiedział Nowicki. Budownictwo to sprawa dla kraju newralgiczna. Chodzi bowiem nie tylko o zaspokojenie podstawowych ludzkich potrzeb. Od sytuacji w tej branży zależą także: rozwój całej gospodarki, poziom bezrobocia, dobro rodziny, liczba zawieranych małżeństw i narodzonych dzieci. Dlatego nieomal wszystkie kraje europejskie prowadzą społeczno-rynkową politykę mieszkaniową. Wszystkie, oprócz Polski.
   Konieczne jest uruchomienie programu budownictwa mieszkaniowego na wiele lat i realizowanie go z aktywnym udziałem państwa. W krajach zachodnich zrozumiano, że inwestowanie pieniędzy publicznych w mieszkalnictwo to polityka perspektywiczna, opłacalna dla społeczeństwa i państwa. Stało się to między innymi pod naciskiem organizacji społecznych, autorytetów naukowych i moralnych oraz przedsiębiorców budowlanych. W Polsce jednak po roku 1989 nastąpił proces odwrotny, państwo zaczęło się z aktywnej polityki budowlanej wycofywać.
   Kongresu Budownictwa Polskiego od wielu lat przypomina politykom, jak wyrzut sumienia, że doprowadzili tę branżę do ruiny poprzez nieprzemyślane decyzje, brak programu i rezygnację z pomocy publicznej dla mieszkalnictwa, bez której problem nie zostanie nigdy rozwiązany. Nie wiadomo więc, na jakiej podstawie PiS obiecywało w kampanii wyborczej 2005 roku, że w ciągu ośmiu lat powstaną w Polsce 3 miliony mieszkań. Należy podejrzewać, że chodziło tylko o zdobycie głosów wyborców. Tegoroczne wyniki budownictwa każą nam obudzone przez polityków nadzieje porzucić. Mieszkań oddanych do użytku jest w roku 2006 mniej niż w 2005. Tak marne wyniki byłyby jeszcze gorsze, gdyby nie rozwijające się budownictwo deweloperskie dla bogatych klientów w dużych miastach. Jeżeli zostałoby ono z tej statystyki wyjęte, okazałoby się, że za rogatkami wielkich aglomeracji na placach budów panuje zastój. Zapewnienia z kampanii wyborczej brzmią w tej sytuacji jak kiepski żart.
   KBP stwierdza, że rząd nie ma pomysłu na przyspieszenie rozwoju budownictwa mieszkaniowego. Żadnej poprawy nie widać też w projekcie do przyszłorocznego budżetu. A sytuacja jest dramatyczna. W 2006 roku na dofinansowanie tej branży przeznaczono 0,1 proc. produktu krajowego brutto (1 mld zł), najmniej od czasów II wojny światowej. Tak samo będzie w roku 2007. A budownictwo deweloperskie rozwijałoby się nawet wówczas, gdyby rząd nic nie robił, bo liczba ludzi bogatych w Polsce rośnie, a średniozamożni, wsparci tanimi kredytami walutowymi, też na ten rynek próbują wchodzić.
   CHCĄ BUDOWAĆ WIĘCEJ - Pierwszym i najważniejszym warunkiem rozwoju budownictwa mieszkaniowego jest nowelizacja "Ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym" - twierdzi Polski Związek Firm Deweloperskich (PZFD). Przypomina też, że jeszcze w roku 1990 wybudowano łącznie 190 tys. mieszkań, a dzisiaj, w okresie ogłoszonego przez polityków boomu, niewiele ponad 100 tys. - Branża budowlana - powiedział prezes PZFD Jarosław Szanajca - chce budować więcej i może budować więcej. Wiemy także, że możemy budować taniej.
   Ta szansa zostanie jednak zaprzepaszczona, jeżeli ani rząd, ani parlament nie podejmą bezzwłocznie skutecznych działań. Branża nie może się doczekać nowego prawa budowlanego. To akurat nic nie kosztuje. PiS obiecywało zresztą, że uprości i skróci procedury, żeby inwestorzy mogli wchodzić na place budów bez zbędnej zwłoki. Obecnie, mimo postępu technologicznego, realizacja inwestycji wydłużyła się średnio o pół roku.
   Nie widać też specjalnego zainteresowania ostatecznym załatwieniem sprawy VAT w budownictwie. Komisja Europejska zgodziła się, żebyśmy wprowadzili definicję budownictwa społecznego i pobierali VAT od nowych, nieluksusowych mieszkań w wysokości 7 proc. Jeżeli Polska tego nie zrobi, od roku 2008 zacznie obowiązywać stawka 22 proc. Czasu jest niby dużo, ale już dzisiaj inwestorzy podejmują decyzje o budowach, które zakończą za dwa lata i nie wiedzą, na czym stoją.
   Wobec bezczynności rządu w tej kwestii budowlani sami występują z inicjatywami. Eksperci KBP wrócili do pomysłu utworzenia kas budowlanych. Projekt wprowadzający ten system oszczędzania został skierowany do Sejmu oraz do resortów budownictwa i pracy.
   Kasy budowlane mają działać na podstawie stuletnich doświadczeń zgromadzonych w innych krajach, zwłaszcza w Niemczech, gdzie prowadzi się obecnie ponad 33 miliony takich rachunków. Byłby to system docelowego oszczędzania na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych (budowa, remonty i kupno lokali na wtórnym rynku). Oferta skierowana jest przede wszystkim do ludzi średnio i mało zarabiających. W umowie z kasą określą oni czas oszczędzania i wysokość wpłacanych rat. Co roku otrzymają, w formie dotacji od państwa, 15 proc. zgromadzonej kwoty. A na koniec mogą wziąć kredyt (w takiej wysokości jak zgromadzony kapitał) o z góry znanym stałym oprocentowaniu poniżej stopy rynkowej. - W ostatnich piętnastu latach - powiedział Roman Nowicki - kasy budowlane zostały uruchomione w prawie wszystkich krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Węgrzy skorzystali zresztą z naszych wcześniejszych projektów. Dzisiaj mają blisko 900 tys. oszczędzających. W Czechach ze zgromadzonych w ten sposób funduszy wybudowano lub wyremontowano blisko 1 mln mieszkań i domów jednorodzinnych. Podobnie jest na Słowacji. W obydwu tych krajach mało i średnio zarabiające rodziny otworzyły ponad 6 mln rachunków, na których jest 34 mld euro. Ten kapitał pobudza ich gospodarki. Budownictwo nakręca koniunkturę jak mało która branża i jest najtańszym sposobem tworzenia miejsc pracy. Uruchomienie kas w Polsce stworzyłoby wieloletnią perspektywę rozwoju branży budowlanej.
   Według symulacji przeprowadzonej przez ekspertów KBP obciążenie budżetu państwa z tytułu wypłat premii oszczędnościowej wynosiłoby w drugim roku funkcjonowania kas 180 mln zł, a w następnych 360 mln zł i 810 mln zł. Rosłaby w tym czasie liczba oszczędzających - od 100 tys. do 650 tys. Przeprowadzono też rachunek ciągniony, który wykazuje, że po 7 latach coroczne dodatkowe wpływy do budżetu, spowodowane ożywieniem na rynku budowlanym, byłyby wyższe niż wydatki poniesione przez państwo.
   - Obecnie toczy się w Polsce dyskusja o zagrożeniach, które mogą powstać w systemie bankowym z powodu dynamicznego wzrostu zadłużenia obywateli zaciągających kredyty hipoteczne - powiedział Jacek Furga, ekspert ds. finansowania mieszkalnictwa. - Osłabienie złotego czy podwyższenie stóp procentowych może spowodować niewypłacalność kredytobiorców i destabilizację systemu bankowego oraz kryzys na rynku nieruchomości.
   Bierze się to stąd, że kredyty udzielane są najczęściej w walutach obcych, mają zmienną stopę procentową, a banki nie wymagają od klientów nawet minimalnego wkładu własnego. Gdyby funkcjonowały w Polsce kasy budowlane, tego problemu byśmy dzisiaj nie mieli. Gwarantują one bowiem stabilizację zarówno kredytodawcom, jak i kredytobiorcom, a także stabilność zamówień na rynku budownictwa mieszkaniowego. Dla właściwie funkcjonującej gospodarki taki system jest niezbędny.

Źródło: Twoja-firma.pl - vortal dla MSP
Dodał: pp

Data dodania: 14-02-2007

© 2003-2006 informatorbudowlany.pl kontakt problemy techniczne wyszukiwarka partnerzy zgłoś błąd

Nowe zasady dotyczące cookies. Aby nasza strona lepiej spełniała Państwa oczekiwania wykorzystujemy pliki cookies. Informujemy, że można zablokować zapisywanie ciasteczek, zmieniajšc ustawienia przeglšdarki. Szczegółowe informacje.