informatorbudowlany.plinformatorbudowlany.pl
Strona główna informatorbudowlany.pl Początek bloku Kontakt z informatorbudowlany.pl Regulamin informatorbudowlany.pl Cennik informatorbudowlany.pl Poczta z informatorbudowlany.pl
STRONA GŁÓWNA POCZTĄTEK BLOKU KONTAKT REGULAMIN CENNIK POCZTA
Aktualnie 66 gości
Logowanie
Login: 
Hasło: 
 Nie pamiętam hasła
Zarejestruj się:
Osoba fizyczna   Firma
Menu
Katalog firm
Katalog towarów
Kosztorysy budowlane
Tablica ogłoszeń
Tłumaczenia on-line
Kreatory
Katalog stron WWW
Procedury, Druki, Pliki
Wydarzenia
Bankowość
Biznes
Budownictwo
Ekonomia, finanse
IBB Estimator
IBB Estimator
Informatyka, internet
Komunikaty
Nieruchomości
Praca
Prawo
Prognozy
Rozmaitości
Targi
UE
Prawo
Poczta
Konsultanci
Witam, czekam na pytania odnośnie spraw technicznych portalu (chwilowo niedostępny, zostaw wiadomość, jeżeli chcesz otrzymać odpowiedź podaj adres e-mail)
Wiadomość poufna 
 
Reklama
Informacje
Fraza:  

Firmy nie mogą znaleźć chętnych do pracy

   Jeszcze kilka lat temu ten, kto miał dobrą pracę, uważany był za szczęściarza. A teraz? Bezrobocie spada, a bywa wręcz, że pracodawcy mają problemy ze znalezieniem chętnych do pracy.






   Spada bezrobocie i rosną płace. Pan Michał od dwóch lat pracował w dużym banku. By przerwać rutynę, postanowił zmienić pracę. Łatwo znalazł inną posadę na podobnym stanowisku w innym banku - tyle że lepiej płatną. Gdy złożył wymówienie, dotychczasowy pracodawca zaoferował mu 75-proc. podwyżkę. Pan Michał jej jednak nie przyjął, czym wprawił szefa w bezbrzeżne zdumienie. Na drugi dzień, by uniknąć podobnych sytuacji z innymi pracownikami, kierownik zaoferował podwyżki większości zespołu.
   Pani Ewa, studentka trzeciego roku Szkoły Głównej Handlowej, poszła na targi pracy. Na podobnych targach była też dwa lata temu. - Wtedy, żeby dostać praktykę i pracę, trzeba się było mocno nagimnastykować. Firmy przeprowadzały testy, rozmowy kwalifikacyjne, a za praktyki często nie płaciły - opowiada pani Ewa. Teraz jej zdaniem pracodawcy sami wyrywają się po studentów, oferują płatne praktyki, a później stałą pracę. 
   Rynek pracy w Polsce mocno się zmienia. Szybki rozwój gospodarki prowadzi do wzrostu zatrudnienia i spadku bezrobocia. Ciągle jednak oficjalna stopa bezrobocia jest wysoka (teraz 14,9 proc.). Mimo to pracodawcy coraz częściej muszą iść na rękę pracownikom, żeby ich zatrzymać przy sobie: by nie dopuścić do wyjazdu za granicę czy odejścia na lepiej płatną posadę u konkurencji. To może oznaczać, że zbliżają się większe podwyżki płac.
   Zdaniem ekonomistów w statystykach jeszcze nie widać tej presji płacowej - w przedsiębiorstwach pensje rosną średnio w tempie 4,7 proc. rocznie, czyli dużo wolniej niż wydajność pracy w przemyśle (ta rośnie w tempie 10,2 proc.). Są jednak sektory, w których pensje już rosną szybko: w produkcji samochodów około 10 proc. rocznie, a w budownictwie nawet 11,4 proc. Gdy pensje rosną szybciej niż wydajność pracy w danym sektorze, robi się niebezpiecznie, bo koszty firm rosną wtedy szybciej niż wzrost produkcji.
   Wygląda na to, że na razie sytuacja jest pod kontrolą, ale pewien niepokój mogą wzbudzać wyniki sondażu wśród firm przeprowadzanego przez Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Ze wstępnego opracowania danych widać, że aż 75 proc. ankietowanych przedsiębiorców poszukuje pracowników i ma problemy z ich znalezieniem. - Przeciętnie poszukiwanie trwa cztery miesiące, a aż 60 proc. badanych powiedziało, że aby pozyskać pracownika, musiało dać przeciętnie o 10-20 proc. wyższe wynagrodzenia - mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan".
   Pierwsze sygnały o niedoborach pracowników zaczęły się tuż po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej i otwarciu rynków pracy w niektórych krajach. - Już w czerwcu 2004 r. usłyszałam o braku pracowników w hotelarstwie i gastronomii. Pracodawcy już wtedy narzekali na odpływ kucharzy, cukierników czy rzeźników głównie na rynek niemiecki - mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. Z czasem problemy pojawiały się w innych zawodach - m.in. brakowało budowlańców czy informatyków. - Z naszych badań wynika, że brakuje także elektryków, mechaników, dźwigowych, inżynierów projektantów, księgowych oraz finansistów - wylicza ekspert Lewiatana. 
   Ekonomiści zastanawiają się, jak to możliwe, by przy blisko 15-proc. stopie bezrobocia firmy miały kłopoty ze znalezieniem pracowników. - Pojawiają się sygnały od firm o niedoborze pracowników niewykwalifikowanych - alarmuje Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.
   Zdaniem niektórych specjalistów tak wysoki wskaźnik bezrobocia to fikcja. - Problem w tym, że część osób pracuje, choć są zarejestrowane jako bezrobotni - mówi Witold Orłowski, główny doradca PriceWaterhouseCoopers. Zdaniem Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek polski system zabezpieczeń socjalnych deprawuje ludzi w wieku produkcyjnym. Część z nich woli pobierać zasiłek lub dla ubezpieczenia rejestrować się jako bezrobotny, a jednocześnie pracować w szarej strefie. - Pozapłacowe koszty pracy są za wysokie - przekonuje ekspert Lewiatana.
   Według Orłowskiego w statystyce bezrobotnych figuruje też wiele z kilkuset tysięcy osób, które wyjechały do pracy za granicę.
   Wątpliwości co do rzeczywistej stopy bezrobocia może rozwiać badanie aktywności ekonomicznej ludności BAEL, w którym liczbę osób bezrobotnych szacuje się na podstawie ankiet przeprowadzanych w gospodarstwach domowych, a nie danych z urzędów pracy. Według BAEL stopa bezrobocia w Polsce jest znacznie niższa i wynosi 13 proc. Jednak z niektórych obserwacji może wynikać, że bezrobocie jest jeszcze mniejsze. Prezes Narodowego Banku Polskiego Leszek Balcerowicz mówił niedawno, że jeżdżąc po różnych polskich miastach i miasteczkach, pyta wójtów, burmistrzów i prezydentów o rzeczywistą stopę bezrobocia i zazwyczaj ich szacunki są dwa razy niższe niż stopa oficjalna.
   Zdaniem Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, aby polska gospodarka mogła się swobodnie rozwijać, trzeba lepiej dostosować system edukacyjny do potrzeb rynku oraz otworzyć rynek pracy dla pracowników z innych krajów. Jeśli tego nie zrobimy, może się okazać, że nie będziemy w stanie wykorzystać wszystkich funduszy unijnych, które Polska ma dostać w kolejnych latach. - Spawacze stoczniowi sami się zgłosili do Lewiatana, aby wesprzeć ich w sprawie otwarcia rynków pracy dla spawaczy ze Wschodu. Jeśli rynek się nie otworzy, to stocznie mogą nie być w stanie wykonać wszystkich kontraktów - mówi Starczewska-Krzysztoszek.


Źródło: Wyborcza (gazeta.pl) - Gazeta ogólnopolska
Dodał: pp

Data dodania: 27-11-2006

© 2003-2006 informatorbudowlany.pl kontakt problemy techniczne wyszukiwarka partnerzy zgłoś błąd

Nowe zasady dotyczące cookies. Aby nasza strona lepiej spełniała Państwa oczekiwania wykorzystujemy pliki cookies. Informujemy, że można zablokować zapisywanie ciasteczek, zmieniajšc ustawienia przeglšdarki. Szczegółowe informacje.