informatorbudowlany.plinformatorbudowlany.pl
Strona główna informatorbudowlany.pl Początek bloku Kontakt z informatorbudowlany.pl Regulamin informatorbudowlany.pl Cennik informatorbudowlany.pl Poczta z informatorbudowlany.pl
STRONA GŁÓWNA POCZTĄTEK BLOKU KONTAKT REGULAMIN CENNIK POCZTA
Aktualnie 61 gości
Logowanie
Login: 
Hasło: 
 Nie pamiętam hasła
Zarejestruj się:
Osoba fizyczna   Firma
Menu
Katalog firm
Katalog towarów
Kosztorysy budowlane
Tablica ogłoszeń
Tłumaczenia on-line
Kreatory
Katalog stron WWW
Procedury, Druki, Pliki
Wydarzenia
Bankowość
Biznes
Budownictwo
Ekonomia, finanse
IBB Estimator
IBB Estimator
Informatyka, internet
Komunikaty
Nieruchomości
Praca
Prawo
Prognozy
Rozmaitości
Targi
UE
Prawo
Poczta
Konsultanci
Witam, czekam na pytania odnośnie spraw technicznych portalu (chwilowo niedostępny, zostaw wiadomość, jeżeli chcesz otrzymać odpowiedź podaj adres e-mail)
Wiadomość poufna 
 
Reklama
Informacje
Fraza:  

Polska: Tysiące ofert pracy, brak chętnych

   Coraz więcej ofert pracy, ale coraz mniej chętnych do pracy w Polsce. Skutek - spada jakość wykonywanych robót, a firmy rezygnują z milionowych kontraktów






   Coraz więcej ofert pracy, ale coraz mniej chętnych do pracy w Polsce. Skutek - spada jakość wykonywanych robót, a firmy rezygnują z milionowych kontraktów.
   Oficjalnie stopa bezrobocia wynosi w Polsce 15,3 proc., a bez pracy jest 2 mln 365 tys. osób. Na około 1,5 mln szacuje się jednak liczbę osób pracujących w szarej strefie, a na 660 tys. liczbę osób, które pojechały na zarobek za granicę (dane Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej). Tymczasem gospodarka rozwijająca się w blisko 5-proc. tempie potrzebuje ludzi do pracy. Liczba ofert zatrudnienia rośnie tak szybko jak nigdy. Poszukiwani są nie tylko specjaliści, ale i rzesza niewykwalifikowanych robotników.
   Najbardziej potrzeba rąk do pracy w dynamicznie rozwijającym się teraz budownictwie i drogownictwie. Firmy szukają: murarzy, brukarzy, zbrojarzy, spawaczy, tynkarzy, dekarzy. Ludzi brakuje zarówno w wielkich przedsiębiorstwach, takich jak Budimex, jak i u małych graczy. Ryszard Kopiński, szef Przedsiębiorstwa Robót Drogowych w 12-tys. Mogilnie (woj. kujawsko-pomorskie), jest gotów przyjąć ludzi do pracy od ręki. - Mimo dużego bezrobocia trudno tu znaleźć nie tylko dobrego inżyniera, ale i niewyuczonego pracownika do przeszkolenia. Przyjąłbym kilka osób, ale na tak małym rynku nie jestem w stanie zapewnić wysokiej pensji. Na początek daję 1,2 tys. zł brutto - twierdzi. Gotów jest nawet zrobić "zaciąg" na zimę, mimo że to w budownictwie gorszy okres. Woli mieć ludzi na zapas, żeby potem nie szukać na wiosnę.
   Marcin Burkietowicz z firmy produkującej wiązary dachowe w Odolanowie (Wielkopolska): - Mamy w tym roku spore problemy z zatrudnieniem pracowników do prostych prac. By ich znaleźć, musieliśmy podnieść płace o 10- 15 proc. - mówi. Dodaje, że w gorszej sytuacji znalazły się pobliskie zakłady meblarskie, które podkupują sobie nawzajem całe brygady pracowników.
   Ograniczona liczba wykonawców na rynku to kłopoty dla samorządów. Przez brak ofert nie mogą rozstrzygać nawet najmniejszych przetargów. To grozi problemami z wykorzystaniem dotacji z UE na rozwój infrastruktury. Projekty unijne wiążą się z wyśrubowanymi terminami, a wykonawcy, którzy mogą przebierać w ofertach, wybierają łatwiejsze zlecenia. - Do przetargów ogłaszanych przez samorządy staje często tylko jedna firma i dyktuje swoje warunki. Przez to inwestycje kosztują więcej, niż zakładano - zwraca uwagę prezes Związku Miast Polskich Ryszard Grobelny.
   Problem mają także osoby, które chcą zrobić drobny remont. W dużym mieście znalezienie kafelkarza zajmuje nawet cztery tygodnie.
   Praca czeka w przemyśle - w firmach będących wizytówkami regionów. Poznańskie zakłady HCP Cegielski bezskutecznie poszukują ponad 100 osób: spawaczy, tokarzy, szlifierzy, frezerów, monterów, operatorów maszyn i ślusarzy. Stocznia Gdańsk SA potrzebuje ok. 200 spawaczy i monterów kadłubów. - Przyjęlibyśmy ich od zaraz - mówi Bogdan Oleszek, dyr. ds. administracyjnych. - Mniej rąk do pracy oznacza dla stoczni ograniczenia w przyjmowaniu nowych zamówień - dodaje. Narzeka, że brak młodych kadr wiąże się z prawie całkowitą likwidacją szkół zawodowych i techników. Podobne przyczyny podają przedstawiciele branży odzieżowej, gdzie brakuje kilku tysięcy szwaczek. - Szacujemy, że polskie firmy muszą rezygnować z zamówień, które dałyby im łącznie od kilku do kilkunastu milionów euro zysku rocznie - mówi Bogusław Słaby, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Prywatnych Producentów Odzieży i Tkanin. Dodaje jednak, że na podwyżki płac szwaczki nie powinny raczej liczyć. - Dlatego staramy się o siłę roboczą zza wschodniej granicy. Walczymy o to, by szwaczki dopisać do ministerialnej listy zawodów, które mogą wykonywać legalnie ludzie np. zza wschodniej granicy.
   Tysiące stanowisk oferowane są w strefach ekonomicznych i parkach przemysłowych, np. w podwrocławskiej gminie Kobierzyce, która słynie z wielkich firm, m.in. produkujących panele LCD (np. LG Electronics). W ciągu ostatnich kilku lat powstało tam 4,5 tys. nowych miejsc pracy. Kolejny tysiąc oferuje Toshiba. Szefowie ulokowanych tam koreańskich spółek poprosili ostatnio wójta Kobierzyc Ryszarda Pacholika o pomoc w znalezieniu pracowników w sąsiednich gminach. - Obiecują szkolenia w Korei. A ja im tłumaczę, że muszą zwiększyć stawki, bo za 800 zł nikt nie chce już pracować - opowiada Pacholik.
   Jest też praca w branży motoryzacyjnej - w małych warsztatach i dużych firmach. - Szukamy spawaczy, lakierników i odlewników - mówi Marcin Baszyński, rzecznik Volkswagena w Poznaniu. - Brakuje też pracowników zajmujących się automatyką i mechatroniką z wykształceniem zawodowym - dodaje. Żeby zabezpieczyć sobie kadrę na przyszłość, Volkswagen uruchomił w zeszłym roku specjalną klasę kształcącą monterów mechatroników w Zespole Szkół nr 1 w podpoznańskim Swarzędzu. - Cała branża motoryzacyjna musi postawić na szkolenia, by móc zrealizować wzrastające ostatnio zamówienia - komentuje Przemysław Gacek, ekonomista, prezes portalu Pracuj.pl.
   Kłopoty z zatrudnieniem nie omijają służby zdrowia. W Polsce jeszcze kilka lat temu zarejestrowanych było 250 tys. pielęgniarek i 30 tys. położnych. Dziś - 164 tys. pielęgniarek i 20 tys. położnych. - Brakuje drugie tyle - uważa Maria Marczak, sekretarz Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Jeszcze w sierpniu w Instytucie Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie brakowało aż 50 pielęgniarek. Dziś już tylko kilkunastu. Jak się to udało? - Podnieśliśmy pensje do 1,7-1,9 tys. zł brutto. Wkrótce 1,9 tys. zł będzie minimalną płacą pielęgniarki - wyjaśnia Maryla Serafinowicz, przełożona pielęgniarek. Na takie podwyżki nie mogą sobie jednak pozwolić mniejsze placówki.
   W szpitalach potrzeba też coraz więcej lekarzy specjalistów. Nic dziwnego. Już 13,5 proc. czynnych zawodowo anestezjologów, prawie 12 proc. chirurgów plastycznych i ponad 11 proc. chirurgów klatki piersiowej pobrało zaświadczenia pozwalające na pracę w zawodzie lekarza w UE.
   Kierunek Anglia obrali ostatnio nawet kierowcy komunikacji miejskiej. W Poznaniu brakuje już 40 kierowców, po kilka osób w tygodniu składa wymówienia. Na szczęście są i tacy, którzy wracają. - Nie mogłem się przyzwyczaić do skrzyni biegów po lewej stronie - tłumaczy Przemysław Stefanowicz, kierowca, który po dwóch miesiącach wrócił do Polski.
   Rąk do pracy brakuje w rolnictwie, a zwłaszcza w ogrodnictwie. Nie ma komu zbierać jabłek. Jednak zdaniem doc. dr. Leszka Klanka z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa w Polskiej Akademii Nauk statystyki nie oddają rzeczywistego obrazu rynku pracy na wsi. - Na przykład w rejonie Gołdapi w woj. warmińsko-mazurskim stopa bezrobocia jest wysoka, ale ci rzekomo bezrobotni rolnicy zajmują się szmuglowaniem paliwa - mówi. - W przypadku rolnictwa patrzę w przyszłość raczej z optymizmem. Tragedii nie będzie, bo do pracy w rolnictwie m.in. za sprawą postępującej technicyzacji potrzeba będzie mniej ludzi. Liczba gospodarstw już się zmniejsza - tłumaczy.
   Jakie będą długofalowe skutki zmian na rynku pracy? - W budownictwie obniży się zapewne jakość wykonywanych robót. Na Zachód uciekają bowiem najlepiej wykwalifikowani. Przetargi zaczną wygrywać mniej znaczące firmy budowlane, które zdecydują się na zatrudnianie na czarno pracowników zza wschodniej granicy - przewiduje Jerzy Stroński, przewodniczący rady Wielkopolskiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa. - Niższa jakość za wyższą cenę - konstatuje Przemysław Gacek z portalu Pracuj.pl. - Oczywiste jest, że w wielu branżach wzrosną płace. Za mniej więcej dwa lata różnica między wynagrodzeniami w Polsce i UE zmniejszy się, choć pozostanie duża. Polacy zaczną wracać z zagranicy - prognozuje.
   Czy spodziewany wzrost płac nie osłabi atrakcyjności naszego kraju dla inwestorów? - Raczej nie, siła robocza nadal będzie u nas bardzo tania, choć oczywiście niektórzy przedsiębiorcy mogą przenieść produkcję na Wschód. Aby polskie płace wyrównały się z tymi w UE, trzeba jeszcze 15-20 lat. Do tego czasu zagraniczne inwestycje w naszej części Europy nie powinny słabnąć - przewiduje Gacek.


Źródło: Wyborcza (gazeta.pl) - Gazeta ogólnopolska
Dodał: pp

Data dodania: 21-10-2006

© 2003-2006 informatorbudowlany.pl kontakt problemy techniczne wyszukiwarka partnerzy zgłoś błąd

Nowe zasady dotyczące cookies. Aby nasza strona lepiej spełniała Państwa oczekiwania wykorzystujemy pliki cookies. Informujemy, że można zablokować zapisywanie ciasteczek, zmieniajšc ustawienia przeglšdarki. Szczegółowe informacje.