informatorbudowlany.plinformatorbudowlany.pl
Strona główna informatorbudowlany.pl Początek bloku Kontakt z informatorbudowlany.pl Regulamin informatorbudowlany.pl Cennik informatorbudowlany.pl Poczta z informatorbudowlany.pl
STRONA GŁÓWNA POCZTĄTEK BLOKU KONTAKT REGULAMIN CENNIK POCZTA
Aktualnie 71 gości
Logowanie
Login: 
Hasło: 
 Nie pamiętam hasła
Zarejestruj się:
Osoba fizyczna   Firma
Menu
Katalog firm
Katalog towarów
Kosztorysy budowlane
Tablica ogłoszeń
Tłumaczenia on-line
Kreatory
Katalog stron WWW
Procedury, Druki, Pliki
Wydarzenia
Bankowość
Biznes
Budownictwo
Ekonomia, finanse
IBB Estimator
IBB Estimator
Informatyka, internet
Komunikaty
Nieruchomości
Praca
Prawo
Prognozy
Rozmaitości
Targi
UE
Prawo
Poczta
Konsultanci
Witam, czekam na pytania odnośnie spraw technicznych portalu (chwilowo niedostępny, zostaw wiadomość, jeżeli chcesz otrzymać odpowiedź podaj adres e-mail)
Wiadomość poufna 
 
Reklama
Informacje
Fraza:  

Mieli pracować co najmniej rok przy produkcji samochodów w Czechach. Uciekli po paru dniach

   Teraz apelują: nie wysyłajcie tam Polaków, ta oferta to jedno wielkie oszustwo. Zarzuty byłych pracowników ma sprawdzić Wojewódzki Urząd Pracy.





   30 osób z Podkarpacia niecałe dwa tygodnie temu wyjechało do Mlada Boleslav pracować w firmie Zetka Auto Škoda. Większość planowała, że będą tam co najmniej rok. Byli tacy, którzy marzyli, żeby zostać na stałe. Szybko zmienili plany. Niektórzy chcieli uciec już po pierwszym dniu. Kilkanaście osób wróciło do Polski po tygodniu. "Nie wysyłajcie tam Polaków. Tu nie jest tak, jak obiecywali. Pierwszą wypłatę dostaje się po dwóch miesiącach, a to nie jest w porządku. Ta firma to jeden wielki pic na wodę. Większość Polaków uciekła, bo tu nie ma żadnych pieniędzy" - napisał w e-mailu do redakcji "były pracownik Zetka Auto Škoda z Czech". Pan Piotr, który wrócił do Polski, opowiada: - Mimo że nasza grupa trafiła do ciężkiej fizycznej pracy, a nie montowania kierunkowskazów, nie będę na to narzekać, bo do pracy jestem przyzwyczajony. Ale wiele rzeczy, które nam obiecywano, okazało się jakimś lepem na muchy. Pan Piotr opowiada: - Mieliśmy być dowożeni do pracy, a tu kazano nam chodzić pieszo, co zajmowało 40 minut w jedną stronę. Ale najgorsze było to, że nie wiedziałem, czy za pracę dostanę obiecaną pensję. Polaków zapewniano, że na początku będą zarabiać 1350 zł netto miesięcznie plus nadliczbówki. - A tu usłyszeliśmy, że mogą nam dać niewielkie zaliczki, a pensję dostaniemy po dwóch miesiącach. Tłumaczono nam, że to jest jakiś depozyt i tak jest w każdej czeskiej firmie - mówi pan Piotr. Ostatecznie do wyjazdu przekonała go opowieść mężczyzny, który pracował w firmie już dwa miesiące. - Był załamany, ponieważ za dwa miesiące pracy dostał 600 zł, po tym jak zaczęli mu odliczać koszty mieszkania i dojazdu, a to wszystko miała pokryć firma - mówi.
   Dla Pawła Pytko, który dopiero skończył studia, wyjazd do Czech miał być pierwszą pracą. Teraz stwierdza: - Już chyba nie będę szukać pracy za granicą, tylko w Polsce. Co przesądziło o tym, że tak szybko opuścił Czechy? - Warunki, które nam obiecywał przedstawiciel firmy, różniły się od tego, co zastaliśmy na miejscu. Co dwa miesiące pracodawca miał nam zapewnić transport, abyśmy mogli pojechać do kraju. Okazało się, że koszty tej podróży musimy odpracować biorąc nadgodziny. Poza tym pierwsza wypłata miała być dopiero pod koniec listopada. Przed wyjazdem mówiono nam, że wystarczy wziąć 200 zł na drobne wydatki, a tu się okazało, że ma to wystarczyć na dwa miesiące. Mało tego, dowiedzieliśmy się, że obowiązkowo musimy brać nadliczbówki. I to nie była godzina, czy dwie, tylko cała zmiana, tak że niekiedy musieliśmy pracować po 16 godzin - opowiada.
   Co na to Wojewódzki Urząd Pracy? Rafał Kuroń, zastępca dyrektora WUP w Rzeszowie, o nieprawidłowościach dowiedział się od dziennikarza"Gazety". Teraz apeluje: - Osoby, które wróciły z Czech, proszę o kontakt z WUP-em. Abyśmy mogli interweniować, potrzebna jest oficjalna skarga. Wszystkie takie informacje traktujemy poważnie. Dyrektor zapewnia: - Jeśli zarzuty się potwierdzą, to skończymy współpracę z przedstawicielem firmy.
   W piątek po południu pan Piotr zadzwonił ze skargą do WUP. Zapewnia, że tej sprawy nie odpuści.
   Dyrektor Kuroń stwierdza, że niestety, zdarzają się przypadki, że pracownicy, którzy skorzystali z zagranicznych ofert pracy, w których pośredniczył urząd, wracają niezadowoleni. Tak było dwa lata temu, kiedy kobiety pracujące w Hiszpanii, po powrocie do kraju skarżyły się na warunki, a także na to, że nie otrzymały pieniędzy, które im obiecano. Po interwencji WUP przez ambasadę polską i organizację skupiającą pracodawców kobiety otrzymały należne wynagrodzenie.
   Z przedstawicielem czeskiego pracodawcy nie udało się nam w piątek skontaktować, miał wyłączoną komórkę.


Źródło: Wyborcza (gazeta.pl) - Gazeta ogólnopolska
Dodał: pp

Data dodania: 02-10-2006

© 2003-2006 informatorbudowlany.pl kontakt problemy techniczne wyszukiwarka partnerzy zgłoś błąd

Nowe zasady dotyczące cookies. Aby nasza strona lepiej spełniała Państwa oczekiwania wykorzystujemy pliki cookies. Informujemy, że można zablokować zapisywanie ciasteczek, zmieniajšc ustawienia przeglšdarki. Szczegółowe informacje.