informatorbudowlany.plinformatorbudowlany.pl
Strona główna informatorbudowlany.pl Początek bloku Kontakt z informatorbudowlany.pl Regulamin informatorbudowlany.pl Cennik informatorbudowlany.pl Poczta z informatorbudowlany.pl
STRONA GŁÓWNA POCZTĄTEK BLOKU KONTAKT REGULAMIN CENNIK POCZTA
Aktualnie 66 gości
Logowanie
Login: 
Hasło: 
 Nie pamiętam hasła
Zarejestruj się:
Osoba fizyczna   Firma
Menu
Katalog firm
Katalog towarów
Kosztorysy budowlane
Tablica ogłoszeń
Tłumaczenia on-line
Kreatory
Katalog stron WWW
Procedury, Druki, Pliki
Wydarzenia
Bankowość
Biznes
Budownictwo
Ekonomia, finanse
IBB Estimator
IBB Estimator
Informatyka, internet
Komunikaty
Nieruchomości
Praca
Prawo
Prognozy
Rozmaitości
Targi
UE
Prawo
Poczta
Konsultanci
Witam, czekam na pytania odnośnie spraw technicznych portalu (chwilowo niedostępny, zostaw wiadomość, jeżeli chcesz otrzymać odpowiedź podaj adres e-mail)
Wiadomość poufna 
 
Reklama
Informacje
Fraza:  

Amerykańska waluta już nie jest dobrą lokatą
   Dolar tańszy niż 3 zł - wielu Polakom może się to wydawać śmiesznie mało. Dlaczego "druga polska waluta" dziś wypadła z łask?

   Przez długie lata to właśnie amerykański dolar był gwarantem utrzymania wartości towarów (tak kalkulowano np. ceny samochodów czy nieruchomości) i usług (np. cena wynajmu mieszkań była ustalana w dolarach).
   Niektórzy z nas do dziś nie wyzbyli się sentymentu do dolara, choć złoty jest w pełni wymienialną i wiarygodną walutą. Znam takich, którzy lata temu oszczędności zamienili na dolary i do dziś je trzymają, licząc, że przecież co jak co, ale dolar musi stanąć na nogi. Przecież do tej pory tylko zyskiwał na wartości.
   "Nowożytna" historia złotego zaczęła się w 1990 roku. W końcówce PRL szalała inflacja, pieniądza było dużo więcej niż "masy towarowej". Dolary były wtedy faktycznie drugą walutą. Chociaż w PRL istniały oficjalne sklepy dewizowe - Peweksy, to dolary (i inne zachodnie waluty oraz tzw. bony PKO, czyli "polskie dolary") można było kupować tylko w państwowych bankach po zupełnie niekorzystnym kursie. Nikt się tym jednak nie przejmował - na handel walutami przez tysiące tzw. cinkciarzy władza przymykała oko, a w gazetach roiło się od ogłoszeń "bony PKO kupię".
   W 1990 r. Leszek Balcerowicz zarządził tzw. wewnętrzną wymienialność złotego. Ustalono kurs sztywny na 9500 starych złotych (0,95 zł po denominacji). Początkowo miał obowiązywać trzy miesiące, ale utrzymał się prawie półtora roku. Od 1991 r. kurs złotego ustalano w odniesieniu do koszyka walut - nie tylko dolara, ale i marki niemieckiej, funta brytyjskiego, franka francuskiego i szwajcarskiego.
   Wprowadzono też tzw. kroczącą dewaluację. Co miesiąc waluty drożały w określonym tempie - najpierw było to 1,8 proc. Ale te comiesięczne operacje nie wystarczały, inflacja była bardzo wysoka. Od czasu do czasu dewaluacje były skokowe. - Dewaluacja była potrzebna, by realny kurs się nie wzmocnił, bo to byłoby zgubne dla kopalń i państwowego przemysłu - mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista banku ING BSK.
   Po kilku latach walut w kraju zaczęło być na tyle dużo (m.in. napływ inwestycji zagranicznych), że ich wymiana na złotówki zwiększała presję inflacyjną. Tempo dewaluacji stopniowo zmniejszano - w lutym 1995 r. do 1,2 proc. A od maja tego roku złoty zaczął się zaliczać do grona walut płynnych, przynajmniej w części. Codziennie ustalano kurs centralny, cały czas go dewaluując, jednak wokół tego kursu dopuszczalne było pasmo wahań - plus/minus 7 proc. Gdyby kurs miał się zmienić bardziej - NBP miał interweniować.
   To był moment pojawienia się ryzyka walutowego dla eksporterów i importerów. Cena marek czy dolarów nie była bowiem już tak łatwa do przewidzenia. Eksporterzy protestowali, bo obawiali się umocnienia złotego.
   Kolejnym krokiem upłynniania złotego było poszerzenie dopuszczalnego pasma wahań - do 10, 12,5 i w końcu 15 proc. w górę i w dół. To oznaczało już poważne ryzyko walutowe. Ale dla Polaków dolar nawet tak wahający się był większą gwarancją stabilności cen niż złoty. Cały czas mieliśmy bowiem sporą inflację. A ta raz spadała, a raz rosła.
   Od kwietnia 2000 r. złoty jest walutą w pełni wymienialną, to znaczy bank centralny nie ma obowiązku w jakikolwiek sposób wpływać na kurs. Cena poszczególnych walut zależy więc w skrócie od podaży i popytu. Ale nie tylko. To, ile w Polsce kosztuje euro i dolar, zależy też od tego, ile na rynkach światowych płaci się za te waluty. Wystarczy przypomnieć tylko to, że gdy euro startowało, wyceniano je na 1,17 dol., potem był okres załamania i w 2001 r. za euro wystarczyło zapłacić jedynie 90 centów. Wówczas to gazety rozpisywały się o olbrzymiej sile złotego - dolar w Polsce kosztował 3,98 zł, ale euro 3,7 zł.
   Dziś nasz kurs złotego to efekt szybkiego wzrostu gospodarczego i członkostwa w Unii Europejskiej, a także niskiej inflacji. Doceniają to inwestorzy zagraniczni, zarówno bezpośredni, jak i portfelowi. To dlatego zdaniem ekonomistów nasza waluta jest niemal skazana na umacnianie. Na razie nie widać bowiem większych zagrożeń dla naszej gospodarki.
   Skutek? Euro kosztujące 3,80 zł, a dolar tańszy od 3 zł. Być może proporcje między walutami byłyby inne, gdyby nie sytuacja na rynku międzynarodowym. Bo dziś kapitał przestał kochać Stany Zjednoczone i wyprzedaje dolary. To dlatego złoty szybciej umacnia się właśnie względem amerykańskiej waluty.


Źródło: Wyborcza (gazeta.pl) - Gazeta ogólnopolska
Dodał: pp

Data dodania: 08-05-2006

© 2003-2006 informatorbudowlany.pl kontakt problemy techniczne wyszukiwarka partnerzy zgłoś błąd

Nowe zasady dotyczące cookies. Aby nasza strona lepiej spełniała Państwa oczekiwania wykorzystujemy pliki cookies. Informujemy, że można zablokować zapisywanie ciasteczek, zmieniajšc ustawienia przeglšdarki. Szczegółowe informacje.