informatorbudowlany.plinformatorbudowlany.pl
Strona główna informatorbudowlany.pl Początek bloku Kontakt z informatorbudowlany.pl Regulamin informatorbudowlany.pl Cennik informatorbudowlany.pl Poczta z informatorbudowlany.pl
STRONA GŁÓWNA POCZTĄTEK BLOKU KONTAKT REGULAMIN CENNIK POCZTA
Aktualnie 1 gość
Logowanie
Login: 
Hasło: 
 Nie pamiętam hasła
Zarejestruj się:
Osoba fizyczna   Firma
Menu
Katalog firm
Katalog towarów
Kosztorysy budowlane
Tablica ogłoszeń
Tłumaczenia on-line
Kreatory
Katalog stron WWW
Procedury, Druki, Pliki
Wydarzenia
Bankowość
Biznes
Budownictwo
Ekonomia, finanse
IBB Estimator
IBB Estimator
Informatyka, internet
Komunikaty
Nieruchomości
Praca
Prawo
Prognozy
Rozmaitości
Targi
UE
Prawo
Poczta
Konsultanci
Witam, czekam na pytania odnośnie spraw technicznych portalu (chwilowo niedostępny, zostaw wiadomość, jeżeli chcesz otrzymać odpowiedź podaj adres e-mail)
Wiadomość poufna 
 
Reklama
Informacje
Fraza:  

Koniunktura budowlana podbija ceny mieszkań
   Coraz więcej deweloperów chce budować mieszkania, licytują się więc o nieliczne wolne tereny, podbijając ceny działek. A razem z ziemią rosną ceny lokali. Tak puchnie mieszkaniowa bańka

   W normalnym świecie jest tak, że jak rośnie chęć produkowania, to spadają ceny, ale nie w Polsce. Bo u nas budownictwo mieszkaniowe stoi na głowie - przyznaje prezes Związku Pracodawców-Producentów Materiałów dla Budownictwa Ryszard Kowalski. Tylko w marcu stołeczni deweloperzy sprzedali ok. 1000 mieszkań. Dodajmy - najczęściej wirtualnych, bo mieszkania budowane przez renomowane firmy w dobrych lokalizacjach znajdują nabywców jeszcze przed wbiciem w ziemię pierwszej łopaty. Ba, zdarza się, że na rynek trafiają lokale, na których budowę deweloper nie ma jeszcze pozwolenia!
   Ponieważ z rynku znikają w pierwszej kolejności tańsze mieszkania, to te, które pozostają, podnoszą średnią cenę. Jeśli kupujący zaakceptują wyższe ceny, to wówczas mieszkania, które dopiero trafią na rynek, będą jeszcze droższe. Piotr Puchała z zarządu Polskiego Stowarzyszenia Budowniczych Domów, który jest równocześnie prezesem firmy Prestige, opowiada, że kiedy trzy lata temu zaczynał budowę dwóch bloków na warszawskim Bemowie, cena wynosiła ok. 2,9 tys. zł za m kw. - Trzy tygodnie temu sprzedałem ostatnie gotowe mieszkania po 6,5 tys. zł za metr - mówi przedsiębiorca. Przyznaje, że jedynie podążał z cenami za rynkiem.
   W marcu liderem wzrostu była Warszawa, gdzie średnia cena m kw. wzrosła o 8,6 proc. do poziomu 5,4 tys. zł! - mówi Maciej Dymkowski z firmy redNet, właściciela serwisu tabelaofert.pl. Według Dymkowskiego na drugim miejscu uplasował się Wrocław. Tu średnia cena metra przekroczyła 4,5 tys. zł, co oznacza wzrost o 4,2 proc.
   Do granicy 4 tys. zł za m kw. zbliżają się średnie ceny w Trójmieście (wzrost o 2,5 proc.), co Dymkowski tłumaczy wprowadzeniem do sprzedaży mieszkań o podwyższonym standardzie, zlokalizowanych głównie w Gdyni. Z kolei w Krakowie i Poznaniu podwyżki były stosunkowo niewielkie, odpowiednio o 1,6 i 0,5 proc.
   Ceny przestałyby rosnąć, gdyby podaż mieszkań nadążała za popytem. Tak jednak nie jest, bo - jak tłumaczy prezes Reas Konsulting Kazimierz Kirejczyk - oprócz popytu naturalnego wynikającego z przyczyn demograficznych dochodzi popyt inwestycyjny i spekulacyjny.
   Tymczasem zwabione potencjalnie dużymi zyskami zaczęły inwestować u nas firmy deweloperskie z Niemiec, Francji, Irlandii, Wielkiej Brytanii, Włoch i Hiszpanii. Dla firm hiszpańskich, które dysponują potężnym kapitałem, Polska stała się wręcz celem ekspansji. Kirejczyk wyjaśnia, że Hiszpanie urośli w siłę dzięki trwającemu w ich kraju od 14 lat boomowi budowlanemu. Ten zaś zawdzięczają obecności w UE. Dość powiedzieć, że w Hiszpanii powstawało nawet 600 tys. nowych mieszkań rocznie (w dużej mierze kupowanych przez bogatych obywateli innych krajów Unii), czyli niemal sześć razy więcej niż teraz w Polsce. Hiszpanie są przekonani, że w naszym kraju powtórzy się ten sam scenariusz.
   Rosnącą konkurencję na rynku deweloperskim odczują w pierwszej kolejności właściciele atrakcyjnych terenów budowlanych. W Polsce brakuje dobrych działek pod budowę z powodu braku planów zagospodarowania przestrzennego i kiepskiej infrastruktury. Dlatego możemy się spodziewać gwałtownego wzrostu cen działek. Warszawscy deweloperzy podają już te ceny w przeliczeniu na m kw. powierzchni mieszkania. Puchała twierdzi, że w przypadku zrealizowanej przez jego firmę inwestycji cena gruntu w cenie mieszkania wzrosła w ciągu trzech lat z 300 do ok. 1500 zł za m kw.
   Deweloperzy uważają, że sprawą priorytetową są plany zagospodarowania przestrzennego, które odblokowałyby podaż gruntów. Plany te mówią, co i gdzie można budować. Problem w tym, że brakuje ich najczęściej tam, gdzie są najbardziej potrzebne, czyli w miastach, w których jest największy ruch inwestycyjny. Np. w Warszawie planami pokryte jest tylko niecałe 14 proc. miasta. Co prawda i bez planów można dostać pozwolenie na budowę, ale wcześniej trzeba zdobyć decyzję o warunkach zabudowy, co dla inwestorów oznacza drogę przez mękę. W efekcie uzyskanie pozwolenia może trwać rok i dłużej.
   Tadeusz Kołodziejczyk z Polskiego Stowarzyszenia Budowniczych Domów zwraca uwagę, że często rosnące ceny mieszkań nie są objawem pazerności deweloperów, ale właśnie niekompetencji i opieszałości urzędników. Deweloperzy nazywają to rentą urzędniczą. Dlaczego gminy nie uchwalają planów? Ryszard Kowalski, który jest też przewodniczącym prezydium Konferencji Inwestorów przekonuje, że głównym powodem jest to, że wielu lokalnych polityków i gminnych urzędników obawia się utraty władzy (w przypadku braku planów los inwestycji jest w ich rękach) i pieniędzy.
   Rząd zdaje sobie z tego sprawę. Dowiedzieliśmy się w piątek, że w Ministerstwie Transportu i Budownictwa powstaje projekt nowelizacji ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym, który zakłada uproszczenie procedur planistycznych, a po dwuletnim okresie vacatio legis - zniesienie decyzji o warunkach zabudowy. Dla gmin, które do tego czasu nie uchwaliłyby planów, oznaczałoby to paraliż inwestycyjny. W resorcie przekonują, że takie rozwiązanie zdopinguje samorządowców. Z najnowszego raportu ministerstwa pokazującego stan na koniec 2004 r. wynika, że taki doping przyda się nie tylko władzom Warszawy czy Krakowa, ale także m.in. Białegostoku, Olsztyna, Rzeszowa, Gorzowa Wielkopolskiego, Zielonej Góry, Torunia, Bydgoszczy i Koszalina.


Źródło: Wyborcza (gazeta.pl) - Gazeta ogólnopolska
Dodał: pp

Data dodania: 23-04-2006

© 2003-2006 informatorbudowlany.pl kontakt problemy techniczne wyszukiwarka partnerzy zgłoś błąd

Nowe zasady dotyczące cookies. Aby nasza strona lepiej spełniała Państwa oczekiwania wykorzystujemy pliki cookies. Informujemy, że można zablokować zapisywanie ciasteczek, zmieniajšc ustawienia przeglšdarki. Szczegółowe informacje.